piątek, 6 maja 2016

Rozdział 17

 "Kiedy uświadamiasz sobie swoje błędy i porażki, jedyne co cię od tego uwalnia to krzyk.
Krzyk rozpaczy i bólu, w którym chcesz przekazać wszystkie swe uczucia."- Akari Urokiri

      
        Od zdarzenia z listem i od nagłego wyznania Itachiego minęły trzy dni. Michi wzięła sobie wolne, ponieważ nie wiedziała jak ma się zachowywać. Musiała sobie wszystko przemyśleć. Natomiast Akari nie mogła tego zrobić. Musiała od razu wrócić do pracy, jednak jak się okazało to jej pracodawcy nie było w firmie. Tak więc i ona mogła trochę pomyśleć. Lecz jej myśli nie kręciły się wokół tej nocy, tylko tego ostrzeżenia. Chciała wiedzieć o czym rozmawiali, lecz blondynka nie chciała o tym rozmawiać. Usiadła w swoim fotelu, rozpoczynając stukać paznokciami.
- Kurwa co myśmy się wpakowały?- spytała sama siebie. Nagle podniosła się ze swojego siedzenia i chciała wyjść, lecz ktoś zadzwonił do niej do biura. Podniosła słuchawkę. Jak się okazało była wezwana do szefa. Szybko opuściła pomieszczenie i żwawym krokiem udała się do wzywanego miejsca. Lecz gdy była przed jego drzwiami cała determinacja ją opuściła. Czuła się jak mała dziewczynka, która pomazała ścianę szminką mamy. Te nagle się otworzyły a kobieta została wciągnięta do środka. Była zszokowana. Nigdy by się tego po nim nie spodziewała. Lecz co ona mogła o nim wiedzieć? Ledwie co go znała. Był jej szefem i wiedziała o nim tyle co inni pracownicy, albo i mniej. Jednak chciała wiedzieć więcej... Tylko czy byłaby bezpieczna? Spojrzała w jego oczy i widziała iż chce odkryć jego tajemnice.... „ Dość kobieto! Nie jesteś małym dzieckiem! Przyszłaś się tu dowiedzieć co będzie dalej a nie rozmyślać nad romansem!” Potrząsnęłaś głową i znów na niego spojrzałaś.
- Mogę w czymś pomóc?- pytasz obytym z emocji głosem. Musisz być odpowiedzialna.
- Tak, musimy porozmawiać.- powiedział obojętnie i skierował się w stronę sofy. Poprawiłaś kosmyk włosów zza ucho i udałaś się za nim. Wzięłaś szybko wdech, usiadłaś obok niego i powiedziałaś.
- Bardzo przepraszam, za swoje okropne zachowanie po tamtej imprezie. Dobrze wiedziałam iż powinnam od razu pana za to wszystko przeprosić i od razu zrezygnowa....- przerwał ci podając szklankę z wodą.
- Proszę się nie obwiniać. Wina leży po obu stronach. Najlepiej będzie jeśli spróbujemy zapomnieć o tym zdarzeniu. Jest pani dobrym pracownikiem i naprawdę nie chciałbym aby pani zrezygnowana.- powiedział spokojnie, obojętnie. Szybko przetrawiłaś te informacje. „ Nie zwalnia mnie, ale każe mi o tym zapomnieć? Ale... Nieważne. Bierz to co dają.” Upiłaś porządny łyk nim na niego nie spojrzałaś. Odłożyłaś szklankę na stolik, podniosłaś się z kanapy.
- Bardzo panu dziękuje za te wyrozumiałość. Postaram się aby nigdy nie doszło do podobnej sytuacji. Jeśli to wszystko, to już sobie pójdę.- odpowiedziałaś z wdzięcznością oraz powagą w głosie. Ten nic nie odpowiedział, więc szybko opuściłaś gabinet i ruszyłaś z powrotem do siebie. Teraz twoją głowę zaprzątywały miliony pytań, na które nie miałaś odpowiedzi, co doprowadzało cię do wielkiego szaleństwa! Gdybyś była w domu, prawdopodobnie kopałabyś worek treningowy siostry, starając się odnaleźć chodź jedną setną odpowiedzi na dręczące cię pytania! Lecz teraz znajdowała się w biurze i musiała zachowywać się spokojnie, tak aby nikt nie wiedział co tak naprawdę się z nią dzieje. W tym była bardzo dobra, ukrywanie swoich emocji oraz odczuć, przybieranie postawy, zachowania, emocji jakich oczekiwali po tobie ludzie i otoczenie, miałaś wyćwiczone do perfekcji. Znalazłaś się w swoim gabinecie, zamykając drzwi i sięgając po swój telefon. Odblokowała go, rozpoczynając poszukiwanie jednego numeru. Gdy go odnalazła, wybrała go, przykładając do ucha aparaturę i czekając na to aż ktoś po tej drugiej stronie odbierze. I na szczęście nie czekała długo. Po chwili usłyszała tak dobrze znany jej głos.
- Witaj Akari..
-
Dobry Drabrovsky. Jesteś wolny dziś wieczorem?- pyta i od razu uzyskuje cieszącą ją odpowiedź...

***
        Michi siedziała skołowana w swoim pokoju, w którym czuła się bezpiecznie. W głowie miała mętlik w głowie. Dalej nie mogła się pozbierać po tym co usłyszała od łasicy oraz o treści listu. Nie wiedziała co ma robić, czuła się tak jak podczas śledztwa w sprawie śmierci jej rodziców. Informacje były błędne, nikt nie chciał nic mówić a po zakończeniu przez policję dalszych działań partner ojca odszedł z pracy i wyprowadził się na Hokkaido. Ten najprawdopodobniej próbował rozpocząć wszystko od nowa. Ona i jej siostra pomimo prób nie mogły. Nie mogły bo ta chora przeszłość ciągnęła się za nimi, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Policjantka nie potrafiła się na niczym skupić, lecz wiedziała iż w takim stanie nie może być za długo. Musiała zająć się nie tylko sobą, ale i siostrą. Tak, musiała zająć się Akari, dlatego dała sobie szybkiego liścia, który postawił ją na nogi. By jeszcze lepiej się poczuć, wstała i zaczęła wyżywać się na worku treningowym. Nie obchodziło ją to iż była w bieliźnie i męskiej koszuli, po prostu musiała się wyżyć i uspokoić. I pomogło. Ale dopiero po trzech godzinach bezsensownego napierdalania w wypchany worek, mogła stwierdzić iż jest już na tyle spokojna by to wszystko ogarnąć. Szybko pognała do łazienki, by naszykować sobie wannę, która wypełniała się cieplusią wodą a wraz z nią unosił się zapach szałwii wymieszany z lawendą. Nagle usłyszała pukanie oraz dzwonienie do drzwi. Zakręciła wadę, rozpuściła włosy i pognała w stronę wkurzającego ją odgłosu. Spojrzała przez wizjer i zaśmiała się ironicznie. Otworzyła je zamaszyście, ukazując osobie stojącą przed nią swoje wkurzone oblicze. Gdyby nie to jakie emocje przesyłała swojemu „gościowi” to mógłby z zachwytem podziwiać jej zgrabne nogi oraz podkreślone przez czarny stanik piersi. Lecz teraz Urokiri Michi pragnęła zabić pewnego osobnika a nazywał się.
- Uchiha Itachi. Można wiedzieć co taka gnida jak ty dalej ma czelność pokazywać mi się na oczy?
- Schowaj swoje uczucia względem mojej osoby do kieszenie. Ostrzegałem a wy nie posłuchałyście i teraz twoja siostra została porwana.
- CO?!- spoglądała na niego z przerażeniem. Chwyciła go za kurtkę, wciągając do domu i zamykając drzwi an klucz.- Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi. Bo już się pogubiłam. Raz mówisz iż nie jesteś tym za kogo się podajesz, to kim kurwa jesteś? I skąd mogę mieć pewność iż to co teraz mówisz jest prawdą a nie kolejnym twoim kłamstwem co?
- Czy ty odbierasz swoje telefony? Bo nie można było się do ciebie dodzwonić i faceci z komendy musieli do mnie dzwonić.- powiedział bez emocyjnym głosem. Zielonooka szybko pognała do salonu gdzie pochwyciła telefon. Nie kłamał. Ten jeden raz wiedziała iż nie kłamie i przeklinała cały wszechświat iż mówił tym razem prawdę! Miała trzy nieodebrane połączenia od Akari i dwa od kumpli z pracy.
- „ Michi? Słuchaj coś się stało, bo nie odebrałaś. Wiem, że ci ciężko, po tym co powiedział ci Itachi, ale jest coś co musisz wiedzieć. Jedynie obwiniać możesz mnie a nie jego, to ja go poprosiłam by ci tego nie mówił. Więc gdy wrócę do domu wszystko ci wyjaśnię, ale teraz idę spotkać się z Drabrovskim i porozmawiać o pewnej sprawie, która nie daje mi spokoju, i ty dobrze wiesz o co mi chodzi. Zadzwonię przed spotkaniem i po nim. Więc proszę cię odbierz jak do ciebie zadzwonię!”
- „ Michi, czemu znowu nie odbierasz? Obraziłaś się na mnie, czy jak? Mniejsza z tym, słuchaj spotykam się z Dymitrem w kawiarni obok biblioteki gdzie spotkali się po raz pierwszy rodzice, wiesz której. I muszę cię powiedzieć iż czuje jakby ktoś mnie śledził. Nie wiem, może mam paranoje, przez to zamieszanie związane z dziennikiem matki oraz tymi seriami zabójstw, które miały miejsce, ale wolę o tym nie mówić. Kończę bo widzę go w kawiarni. Zadzwonię później i tym razem odbierz ten pieprzony telefon!”
- „ Kurwa Michi, czy ty nie możesz odebrać tego przeklętego telefonu!? Mniejsza z tym, słuchaj dowiedziałam się ciekawych rzeczy, na przykład tego kto jest odpowiedzialny za zlecenie zabójstwa naszych rodziców. Chyba pamiętasz pana Toshiyoi? A przedostatnią i ostatnią sprawę mamy i taty? Jeśli tak to już powinnaś połączyć te wątki. Jeszcze dokładnie nie wiem o co dokładnie może chodzić, lecz jestem już tak blisko, rozwiązania tej sprawy, że wreszcie będziemy mogły to zakończyć.... Chwila, wydaje mi się czy kogoś widziałam? Michi, proszę cię, nie baw się ze mną i odbierz do cholery ten jebany telefon, bo jak wrócę do domu to wepchnę ci go do gardła, wcześniej łamiąc na dwie części a drugą część wsadzę ci do tyłka, więc się przygotuj... Cholera, kto tam jest?! … Michi, Michi posłuchaj, wiesz co? Pamiętasz trawiastego króliczka? Jeśli tak, to wiedz iż ślę ci błotniste całuski.... Zostaw mnie, zboczeńcu.. Nie, nie, nie!”-
upadek aparatury i jej rozbicie. Blondynka drżącymi palcami otworzyła pozostałe dwie wiadomości.
-
„Te Urokiri, szef pyta co się stało? Czemu ani ciebie ani Uchihy nie ma w pracy? Pokłóciliście się czy co? W każdym razie zadzwoń do nas bo te trzy dni bez waszych kłótni były istną nudziarnią.”
- „ Michi, słuchaj jakaś starsza pani zgłosiła porwanie, a gdy dotarliśmy na miejscy zobaczyliśmy telefon oraz portfel a w nim dowód twojej siostry. Więc szybko przyjedź na komisariat.”
- gdy tylko tego wysłuchałaś twoje ciało przestało funkcjonować. Upadłaś na kolana a po mieszkaniu rozniósł się twój przeraźliwy krzyk. Krzyk rozpaczy...

***

No witam was po prawie roku nieobecności, która była tylko i wyłącznie moją winą, bo szkoła szkołą, ale brak weny też daje swoje a pisanie na siłę jest po prostu bolesne i nieciekawe, bo samemu wiemy iż mogliśmy napisać to lepiej. Ale żeby już nie przedłużać, to zachęcam was do komentowania i wyczekiwania na notkę Michi :)
Data następnej notki: ??
Autorka: Somnium

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział 16

   Było jeszcze wcześnie rano, kiedy przebudziła się z tego pięknego snu. Przeciągając się, położyła się na lewym boku, śledząc swoimi niebieskimi oczami każdy milimetr twarzy mężczyzny. Jej ręka mimowolnie zmierzała w kierunku jego wściekle czerwonych włosów, jednakże zrezygnowała z tej pieszczoty, nie chcąc przypadkiem obudzić Nagato. W końcu był to jeszcze młody ranek. Ostrożnie zsunęła z siebie kołdrę, następnie zbierając swoje części garderoby porozrzucane w różnych częściach pokoju, zamknęła się w łazience. Po krótkim odświeżeniu, wróciła do sypialni mężczyzny, który podczas snu miał niezwykle łagodny wyraz twarzy. Uśmiechnęła się do siebie, następnie wzięła torbę i po cichu wyszła z jego mieszkania.
   Zdecydowała się na spacer, wiedząc, że ma dużo do przemyślenia. Najbardziej kłopotliwe było wytłumaczenie Michi, dlaczego nie było jej w domu na noc. Chociaż zapewne jej siostra sama się już tego domyśliła. Och, to będzie ciężka rozmowa. Jednakże tym co dręczyło ją najbardziej były wydarzenia minionej nocy. Miedzy nią i Nagato - jej szefem - doszło do dość intymnego spotkania. Nie potrafiła określić co nim kierowało. Była pijana, nie do końca zdawała sobie sprawę z tego co robi, a on jak mężczyzna mógł to po prostu wykorzystać i zabawić się na jedną noc... Nie, nie. To niemożliwe. Uzumaki nie jest takim typem faceta. Z pewnością nie. W końcu z jakiegoś powodu pracuję dla niego.
   Zaskoczona zauważyła, że stoi pod swoją kamienicą. Wolnym krokiem wspinała się po schodach. Czuła się jak dziecko, które narozrabiało i za karę kazano mu udać się do gabinetu dyrektora. Ale przecież... Nie zrobiła nic niegrzecznego, prawda?
   Weszła do mieszkania i już otwierała buzie, ażeby zacząć się tłumaczyć, kiedy zobaczyła stan rzeczy jaki dział się w salonie. Po podłodze walały się puste butelki po alkoholu i różnorakie pudełka po przekąskach, na stoliku natomiast leżały opakowania leków przeciwbólowych oraz różnej maści napoje. Na kanapie natomiast leżała Michi z Itachim, których twarze były wykrzywione jak po przełknięciu kwaśnej cytryny.
 - Widzę, że mieliście ciekawą noc. - powiedziała Akari, kładąc torbę na fotelu.
 - Och, błagam. Ciszej. Ja tu umieram. - odparła blondynka, następnie kopiąc Itachiego w tyłek, zeszła z kanapy i podeszła do brunetki.
 - Ty. Ja. Migiem do kuchni. Chcę znać najpikantniejsze szczegóły. - powiedziała, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
Skierowała swoje kroki do wspomnianego wcześniej pomieszczenia, ażeby zaparzyć kawy.
Brunetka pokręciła z niedowierzaniem głową, następnie kątem oka zerknęła na biednego Uchihę, który przyciskał twarz do poduszki i mruczał coś pod nosem. Istny dom wariatów.
   Usiadła na swoimi ulubionym krześle przy stoliku w kuchni, który znajdował się pod oknem, dzięki czemu mogła zaobserwować, co działo się na osiedlu, jak to robiły wszystkie stare babcie. Po chwili pojawił się przed nią różowy kubek w białe kropki z zieloną herbatą. Upiła trochę, następnie uniosła głowę napotykają stalowe spojrzenie Michi. Blondynka siedziała odchylona na krześle z rękoma na piersi, uważnie przyglądając się siostrze.
 - No więc? Dowiem się w końcu, gdzie zniknęłaś na całą noc? Nie wiem czy wiesz, ale nawet gdy jestem schlana w trzy dupy to wiąż interesuję mnie czy z tobą wszystko w porządku.
 - Przepraszam, powinnam zadzwonić. - powiedziała i już miała zamiar się wywinąć z tego tematu, ale wiedziała, że policjantka jej tak łatwo nie odpuści. - Wczoraj mój szef poprosił mnie o zastępstwo za jego sekretarkę na przyjęciu biznesowym. I zgodziłam się, bo czemu, nie? - zamilkła na chwilę, następnie, kontynuowała - Przesadziłam z alkoholem, więc Nagato zabrał mnie do swojego domu. I nim się spostrzegłam, my... No wiesz. - odparła, a jej policzki przybrały odcień purpury.
Michi miała jedną nogę podwiniętą pod brodę, a jej mina wskazywała jakby się nad czymś mocno zastanawiała, chociaż kto ją tam wie.
 - Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że... Nagato w końcu dobrał ci się do majtek?! - ryknęła kobieta, zrywając się z krzesła czego od razu pożałowała, ponieważ ból głowy dał o sobie znać.
Obie kobiety odwróciły głowy w kierunku salonu w którym Itachi zapewne zaczął pluć wodą na każdą stronę po niestosownym krzyku blondynki. Jednakże szybko tracąc nim zainteresowanie wróciły do tej jakże ważnej rozmowy.
 - Co masz na myśli mówiąc "W końcu"? - spytała Akari, sięgając po jabłko, leżące w koszyku na stole.
 - No, błagam. To było nieuniknione. - odparła młodsza siostra, jakby to była najoczywistsza rzez na świecie.
 - Cóż... Ja to się dziwie, że Itachi wciąż nie dorwał się do twoich pantalonów. - odparła prawniczka, odgryzając kolejny kawałek jabłka.
Michi myślała, że zapadnie się pod ziemie, szczególnie, że nie słyszała żadnych oznak życia od łasicy. Zapewne uciekł gdzie pieprz rośnie, kiedy nie zwracały na niego uwagi.
 - Pantalonów? Ja nawet nie wiem co to jest. - prychnęła kobieta, następnie wstała z krzesła, kiedy napotkał opór.
Zaskoczona odsunęła się o dwa kroki do tyłu i oczywiście tym na co wpadła, a raczej na kogo, był Itachi.
 - Cóż, jeżeli masz ochotę, chętnie pomogę ci z zakupieniem odpowiedniej bielizny. - powiedział, nachylając się nad kobietą.
 - Och, odczepcie się ode mnie. - fuknęła, następnie wkurzona wyszła z kuchni.
Dlaczego to zawsze ona wychodzi poszkodowana z tych potyczek słownych?

   Piętnaście minut później Itachi z fascynacją przygląda się Akari malującej paznokcie na miętowy kolor. Michi zaszyła się w swoim pokoju z którego dochodziły niepokojące odgłosy. Prawniczka z nudów zaczęła malować paznokcie u prawej ręki łasicy, który nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Jego uwagę zwróciła Michi, która w końcu wyszła z pokoju. Usiadła na łóżku, a nogi położyła na stole.
 - Kiedy wczoraj tak szybko wymiękłeś przy piciu, odkryłam coś w notesie mamy.
 - Wymiękłem? Ja? Żartujesz sobie teraz ze mnie? - spytał oburzony chłopak, zabierając rękę od Akari przez co przejechała mu lakierem po środkowym palcu.
 - Och, błagam. Bądźmy szczerze, ty nie umiesz pić. - prychnęła, następnie kontynuowała wcześniej podjęty przez nią wątek. kładąc notes na stół. - W pamiętniku został umieszczony list od naszej matki.
 - To niemożliwe. Przeglądałam zapiski matki wiele razy. Nie było tam żadnego listu.
 - Cóż, odkryłam go przypadkiem. Niewiele zabrakło a również mogłam go przeoczyć. - odparła blondynka z koślawym uśmiechem.
 - Co jest napisane w liście? - spytała Akari, ale Michi zacisnęła jedynie usta w wąską kreskę nie odzywając się ani słowem.
Brunetka powoli przesunęła wzrok na notes leżący na stole. Wystawała z niego lekko pożółkła kartka. Wyjęła papier z pomiędzy kartek, następnie ostrożnie ją wyprostowała. Zaskoczona rozdziawiła szeroko usta, mając ochotę wybuchnąć histerycznym śmiechem. Tak zwany "list" składał się z zaledwie jednego zdania które nie miało najmniejszego sensu:

Akari, Michi...
Czasami ludzie, których najbardziej kochamy okazują się tymi, którzy zadają nam najwięcej bólu. 
Mama.

 - Co to kurwa jest? - wrzasnął Itachi, zrywając się do góry. 
Zaskoczona Akari odwróciła głowę stronę łasicy, widząc jak przerażony spogląda na swoje miętowe paznokcie. Blondynka wybuchnęła śmiechem, obiecując przerażonemu policjantowi że zaraz mu wszystko zmyję. Prawniczka przygryzła dolną wargą patrząc ze zmartwieniem na ich dwojga. Och, Michi, gdybyś tylko wiedziała...

 - Zastanawia mnie jedno. Co nasza matka chciała nam za pomocą tej notatki przekazać? - powiedziała blondynka, stawiając świeżo zaparzoną kawę na stoliku w salonie.
Akari już miała zamiar wdać się w dyskusję z Michi, jednakże niepokoił ją widok bruneta, który drżącymi rękami, bez śladu wcześniejszego miętowego lakieru na paznokciach, ściskał w dłoniach notatkę od ich matki. Oddychał ciężko, nie odzywając się ani słowem, jedynie co parę sekund przeczesywał nerwowym ruchem swoje włosy.
 - Wszystko w porządku? - spytała Michi, kucając na przeciwko łasicy.
Więc również to zauważyła. Jego zachowanie było dziwaczne.
 - Ja... - zaczął, po czym wypuszczając przez usta duży chust powietrza, powiedział - Myślę, że powinniśmy porozmawiać. - Ledwo skończył mówić, a już poderwał się po swoją kurtkę i blondynki, następnie ciągnąc ją za rękę wywlekł z mieszkania.
Zszokowana Akari, patrzyła na zamknięte drzwi od mieszkania za którymi ledwo chwilę temu zniknęli.
 - Niemożliwe. On chyba... Nie zamierza jej powiedzieć, prawda?
Chwiejąc się na nogach, uderzyła tyłkiem o podłogę, patrząc się z przerażeniem w oczach na nadal zamknięte drzwi. Ile czasu zajmie, zanim Michi tu wbiegnie?

   Nie wiedząc dokładnie co robi, wyciągnął Michi z mieszkania. Dopiero kiedy wyszli na zewnątrz ocucił go powiew zimnego powietrza. Odwrócił się twarzą do blondynki, widząc jak wkurzona zaczyna zakładać kurtkę, szczekając zębami.
 - Czy cię do reszty powaliło? - spytała, zasuwając zamek błyskawiczny pod samą brodę, oraz wkładając ręce do kieszeni.
 - Przepraszam, ale nie wiem czy będę w stanie później ci o tym powiedzieć. - mruknął, przejeżdżając ręką po swoich włosach.
 - Oho, a jednak istnieje coś czego Itachi Uchiha nie potrafiłby zrobić? - powiedziała Michi z przekąsem, ale widząc jego minę od razu tego pożałowała.
 - Ja... Nie należę do osób, które powinnaś znać. Ba, nie jestem nawet tym za kogo mnie uważasz...
***
Cóż, mamy środek wakacji. Szczerze mówiąc nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio coś tu publikowałam. (Sprawdziłam. We wrześniu w 2014 roku, no nieźle.) Bądźmy szczerzy ten rozdział nie jest udany, a długością też nie powala, jednakże nie mam siły na coś lepszego. Cóż, życzę wszystkim zarówno miłego dnia jak i reszty wakacji (już prawie połowa, OMG O.o)
Janee :)
Data następnej notki: ?
Autorka ------//--------: Akari Urokiri

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 15



Od wydarzeń z ślubem minęły już dwa miesiące. Prawniczka siedziała w swoim gabinecie i patrzyła się pustym spojrzeniem w papiery. Siostra poprosiła ją o pomoc, ale ta nie wiedziała jakiej ona tej pomocy potrzebuje. Podrapała się po głowie i chwytając za automatyczny ołówek zaczęła coś mazać na papierach. Musiała się teraz skupić na swojej pracy. Kolejny proces zbliżał się wielkimi krokami a szef ostatnio jej o niczym nie informował. Nagle poczuła wibracje w kieszeni spodni, więc wyciągnęła telefon i spojrzała na wyświetlacz. Dzwoniła Nanami. Odebrała, odkładając na biurko dokumenty.
- Halo.
- Akari? Dzięki bogu! Myślałam iż coś ci się stało.
- Niby czemu tak myślałaś?- spytała zaciekawiona a zarazem zdenerwowana.
- Bo przecież umówiłaś się z moimi rodzicami na spotkanie i to dzisiaj. I nie wiedziałam kiedy będziesz i i.....
- Nanami! Uspokój się i powiedz o co chodzi.- powiedziała spokojnie, miała nadzieje iż jej ton głosu uspokoi przyjaciółkę. Słyszała jak kobieta bierze kilka uspokajających wdechów po czym się odezwała.
- Była kradzież w dojo moich rodziców a ty nie powiedziałaś kiedy będziesz...
- Czy komuś coś się stało?
- Na szczęście nic, ale nigdy nic nie wiadomo. Właśnie jadę do rodziców i...
- Spotkamy się na miejscu. Pa.- powiedziała rozłączając się. Pozbyła się marynarki,włosy związała w kucyka, buty na obcasie zamieniła na tenisówki a spodnie od garnituru na legginsy. Wybiegła z biura, wcześniej je zamykając i pobiegła do recepcji. Poinformowała o swoim wyjściu i wybiegła z budynku. Do domu rodziców przyjaciółki dzieliły ją dwie dzielnice. Postanowiła więc pobiec na skróty i wbiegła w pierwszą ciemną uliczkę. Widziała wszędzie porozrzucane śmieci, zapewne było to sprawką bezdomnych oraz dzikich zwierząt. Zacisnęła dłonie w pięście, wydłużając swoje kroki i przyśpieszając. Gdy była przy skręcie do drugiej uliczki, musiała przytrzymać się muru aby się nie wywalić. Biegła ile sił w nogach aby zdążyć. Kiedy była już w połowie drugiej dzielnicy ujrzała trzech zamaskowanych mężczyzn dzierżących dwie skórzane teczki. Przystanęła i ukryła się w małej cieśninie pomiędzy dwoma budynkami. Kobieta nie miała stu procentowej pewności, ale te teczki wydawały jej się znajome. Kiedy mężczyźni ją mijali przyjrzała się teczką i już znała swoją odpowiedź. Te teczki są identyczne do teczek jej zmarłych rodziców. Prawniczka wyszła z ukrycia i po cichu skradała się zza mężczyznami. Ten z teczkami szedł na samym końcu, więc, kiedy pozostała dwójka znikała zza zakrętem, ta chwyciła za leżącą w pobliżu metalową rurę i ogłuszyła mężczyznę, starając nie wykonać jak najgłośniejszego hałasu. Szybko schyliła się po teczki i uciekła, wcześniej wycierając swoje odciski palców. Biegła ile sił w nogach, nawet się za siebie nie oglądając. Dopiero gdy wybiegła na ulicę główną obejrzała się za siebie. Na szczęście nikt jej nie gonił a ta udała już spokojnym chodem do dojo ojca przyjaciółki. Na miejscu była już policja a wśród policjantów znajdowała się Michi. Gdy tylko ujrzała siostrę podbiegła do niej z pytaniem wypisanym na twarzy. Szatynka jedynie się uśmiechnęła ciężko dysząc.
- Nie powinnam tak szaleńczo biec.- wydyszała, wycierając dłonią twarz. Po chwili ktoś uderzył ją delikatnie butelką z wodą po głowie. Tym kimś okazał się być Itachi, który najwyraźniej wrócił do pracy. Skinęła mu głową na przywitanie a ten jej odpowiedział.
- Onee-chan, co ty tu robisz?- spytała odbierając od niej wodę.
- Pomyślałam iż się przewietrzę a do tego Nanami zadzwoniła więc tu wpadłam.
- A co to za teczki?- spytał Uchiha przyglądając się przedmiotom trzymanych w lewej ręce.
- A te! To z pracy. Tak jakoś przypadkiem je wzięłam a gdy już się zorientowałam iż je mam to pomyślałam iż popracuje na zewnątrz.- uśmiechnęła się lekko speszona, tak że nawet Michi jej uwierzyła.
- Rozumiem, ale powinna pani już lepiej wrócić do swojej pracy, tu jest niebezpiecznie. Jeśli chcesz możemy panią odwieźć.- zaproponował Uchiha, lecz Urokiri zaprzeczyła z uśmiechem.
- Nie trzeba. Mogę pojechać taksówką. W takim razie do zobaczenia w domu Michi... A bo zapomnę. Panie Uchiha jest pan dziś do nas zaproszony na kolację i nie słyszę odmowy. Do wieczora.- i już znikła. Blondynka uderzyła się dłonią o czoło, załamana zachowaniem siostry i z zażenowaniem oraz z przepraszającym wyrazem twarzy spojrzała na partnera.
- Bardzo za nią przepraszam.
- Nic się nie stało. To co? Mam do was wpaść?- spytał przyglądając ci się uważnie. Ty jedynie wzruszasz ramionami, dając mu wolną rękę.- W takim razie będę o dwudziestej. To na razie.
- Ej! Czekaj a co z raportem?!- krzyczysz, ale jego już niema. Przeklinasz pod nosem i wyładowujesz swój gniew na jakimś początkującym, który ze strachu zaczął się jąkać. Zastanawiała się nad zachowaniem swojej siostry. Dlaczego akurat tu przybiegła? Przecież miała tyle możliwości, ale czemu wybrała tę? I dlaczego akurat biegła skrótem?  Te jak i inne pytania pojawiały się w twojej głowie, jednak postanowiłaś ją o to zapytać jak już będziecie w domu.....

***
Nastał już wieczór. Do domu sióstr Urokiri szedł właśnie pewien czarnowłosy mężczyzna. W jego ręce znajdowały się kwiaty oraz mały prezent. Gdy był pod drzwiami, zapukał i po chwili drzwi otworzyła mu zielonooka kobieta. Oparła się o framugę drzwi i zmierzyła go od stóp do głów. Stali tak w ciszy, do puki współlokatorka tego nie przerwała.
- O! Michi, czemu nie wpuściłaś naszego gościa do środka? Proszę.- powiedziała ciągnąc siostrę do środka oraz robiąc miejsce w drzwiach. Mężczyzna wszedł i pierwsze co zrobił to wręczył szatynce kwiaty oraz pakunek, którym jak się okazało były babeczki. Kobieta podziękowała i udała się do kuchni a dwójka policjantów do salonu. Mężczyzna rozejrzał się. Nic się tu nie zmieniło od jego pierwszej wizyty w domu partnerki. Usiedli na kanapie i nastała niezręczna cisza, którą po chwili przerwało pojawienie się łakoci oraz kawy.
- Michi mi mówiła iż tak jak ona pijesz do słodkich rzeczy lekko słodzoną kawę.- powiedziała z uśmiechem, siadając w fotelu i przyglądając się wam. Miała niecny plan i chciała go zrealizować. Na szczęście Michi nic nie podejrzewała więc nie musiała się o nic martwić. Co do Itachiego nie była pewna, lecz wyglądało iż też nic nie podejrzewa. Patrzyłaś się na nich przez pięć minut a oni nawet się nie odezwali. Wzdychasz w duchu i postanawiasz wziąć sprawy w swoje ręce. 
- Powiedz Itachi. Czy to prawda iż niebawem wyjeżdżacie na Hokkaido na całe dwa miesiące w celu wymiany pracowników?
- Tak. Dokładnie to wyjeżdżamy za tydzień.
- O. Michi nie wiem czemu nie chciałaś mi powiedzieć?- spojrzałaś na siostrę, która przyglądała się swojemu koledze.
- Ponieważ dobrze cię znam i od razu kazałabyś mi się pakować oraz jak najprędzej wygoniła z domu, aby tylko móc zając się pracą.- ty drapiesz się ze śmiechem po głowie a oni w tym samym momencie sięgają po kawałek sernika i popijają go kawą.
- A wiecie już gdzie będziecie mieszkać przez czas waszego pobytu?
- Tak. Akurat na czas naszego pobytu na Hokkaido będziemy mieszkać w domu pewnego małżeństwa, z którym się zamieniamy. A oni będą mieszkali przez ten czas u Uchihy.- powiadomiła Michi.
- Ale czy to nie będzie dla nich problem? Z tego co wiem to od nas jest bliżej do waszej pracy.
- Może. Ale im to nie przeszkadza więc i mi.- powiedział czarnooki. Później wasza rozmowa przeszła na to co będziecie tam robić do puki nie zadzwonił telefon prawniczki. Kobieta ich opuściła i weszła do swojego pokoju. Odebrała.
- Słucham?
-" Dobry wieczór. Mam nadzieje iż pani w niczym nie przeszkadzam."- usłyszała głos swojego szefa.
- Ależ nie. W czym mogę pomóc?
- "Czy ma pani plany na wieczór?"
- Nie. A o co chodzi?
- " W takim razie czy nie zechciałaby pani mi towarzyszyć na przyjęciu biznesowym? Miała być moja sekretarka, ale niestety coś jej wyskoczyło."
- Rozumiem. Za ile i gdzie mam być?- pytasz podchodząc do szafy. Otworzyłaś ją i podrapałaś się po głowie.
- " Za godzinę pod biurem."
- Rozumiem. W takim razie do zobaczenia.- powiedziałaś i się rozłączyłaś. Szybko udałaś się do łazienki by wziąć szybki prysznic a gdy już byłaś po nim znów pojawiłaś się przed swoją szafą. Szybko sięgnęła po czarną sukienkę bez ramiączek. Sięgała jej do kolan, stanik bez ramiączek zakończony koronką. Usiadła przy swojej toaletce i zabrała się za robienie makijażu. Przejechała tuszem do rzęs oraz delikatnie różowym błyszczykiem. Włosy upięła w luźnego koka. Spojrzała na siebie i gdy stwierdziła iż czegoś jej brakuje sięgnęła do szkatułki. Z niej wyciągnęła złoty zegarek oraz srebrny naszyjnik z różą. Zapięła go na szyi i gdy stwierdziła iż już wszystko ok wyszła z pokoju. Udała się najpierw do salonu.
- Bardzo was przepraszam, ale coś mi wyskoczyło. Tak więc życzę wam udanego wieczoru.- i skierowała się do drzwi wyjściowych. Założyła czarne szpilki oraz czarny płaszcz i wyszła. Michi oraz Itachi spojrzeli na siebie by po chwili spojrzeć na zamknięte drzwi. Po chwili powrócili na kanapę i sięgnęli po ciastka i nic nie mówiąc włączyli telewizor. Akurat leciał jakiś kabaret więc postanowili go obejrzeć. Taka odskocznia od niedawnych wydarzeń....

***
Taksówka dojechała na miejsce. Z niej wysiadła para. Mężczyzna w idealnie dopasowanym granatowym garniturze oraz kobieta w czarnej sukni. Szli pod rękę w kierunku znanego tokijskiego hotelu, w którym to miało odbyć się przyjęcie biznesowe. Gdy weszli do holu dali swoje płaszcze do szatni a później udali się za obsługą hotelową do jednej z sal bankietowych. W kobietę od razu uderzył widok takiego przepychu. Jasne bywała w hotelach i to nie jeden raz, ale jeszcze nigdy nie w takim. Mężczyzna zauważył jej lekki szok na co się uśmiechnął. Szliście przez tłum, co chwila z kimś się witając. Mężczyzna uważnie przyglądał się gościom, jakby kogoś szukał. Jego wzrok zatrzymał się na zielonowłosej kobiecie, ubraną w ten sam kolor co jej włosy suknię. Pociągnął ich w jej stronę, omijając i witając innych gości. Gdy zatrzymali się tuz przed nią, kobieta najpierw przyjrzała się mężczyźnie a później, z uwaga przyjrzała się prawniczce, jakby oceniała ich różnice. Szatynka poprawiła delikatnie spadający na jej twarz kosmyk włosów, czując się nieswojo. Nie przywykła do takich miejsc i imprez, o ile nie było to konieczne to na nie nie chodziła. Uśmiechnęła się jednak delikatnie do zielonowłosej, co miało oznaczać " Dobry wieczór". Ta odpowiedziała jej skinięciem głowy i przeszła do jawnego flirtu z jej szefem.....

***

Gdy dochodziła trzecia nad ranem w mieszkaniu Urokiri oboje spali. Itachi na podłodze a Michi na nim. Jak to się stało? Otóż oboje zrobili sobie zawody w piciu! A jakże! Tak więc na pewno gdy się obudzą będą mieli porządnego kaca. Tymczasem w innej, bardziej eleganckiej części miasta, z sali bankietowej wychodzili ludzie. Przyjęcie się skończyło, więc wypadało wracać do swoich domów. Akari szła lekko podtrzymywana w talii przez Nagato, aby się nie wyjebała na chodniku. Ktoś dał jej za dużo alkoholu do trzech drinków i teraz są tego konsekwencje. Zaczkała, śmiejąc się z samej siebie a następnie spojrzała na mężczyznę. Czekali właśnie na jego firmowe auto oraz kierowcę, który miał ich odebrać. Po chwili przed nimi zatrzymała się czarna limuzyna. Nagato otworzył drzwi i wsiadł do środka ciągnąc za sobą kobietę. Gdy upadła brzuchem na jego kolana po raz kolejny się zaśmiała a fioletooki nic z tego nie zrobił tylko kazał jechać do swojego domu. Kobieta poprawiła się i oparła plecami o wygodny fotel. Nagle chwyciła mężczyznę zza rękę i zaczęła bawić się jego palcami. Spojrzał na nią zdziwiony i chyba lekko zakłopotany, no ale rozumiał. Kobieta upita, a puki co nie robi niczego nieprzyzwoitego. Przez całą drogę do jego posiadłości, dziewczyna jedynie przyglądała się jego dłoni, nucąc coś pod nosem. Gdy zatrzymali się przed wjazdem, czerwonowłosy kazał kierowcy jechać do domu, gdy tylko znikną w jego mieszkaniu. Wykonał polecenie i gdy mężczyzna zamykał drzwi słyszał pisk opon. Zaprowadził kobietę do salonu, gdzie posadził ją na kanapie. Zdjął swoją marynarkę, którą przewiesił na fotelu oraz rozluźnił krawat, podchodząc do niej z wodą. Gdy go ujrzała, uśmiechnęła się do niego przeuroczo a zarazem uwodzicielsko. Kiedy odebrała od niego szklankę, szybko odstawiła ją na stolik i pociągnęła go za krawat do siebie, wpijając się w jego usta.....

****
No wiiitam was! Dawno mnie tu nie było i to jak! Mam nadzieje iż notka wam się spodoba. Jak tam się czujecie, widząc słoneczko za oknem? Jaka jest u was pogoda? Bo w Anglii całkiem ciepło. Miłego wypoczynku na weekendzie majowym!
Autor następnej notki: Somnium
Data: ---

środa, 17 września 2014

Rozdział 14

 - Michi, pośpiesz się! Zaraz się zacznie! - Akari ponaglała siostrę, która załatwiała swoje potrzeby fizjologiczne.
 - Już, już. - mruknęła blondynka, otwierając drzwi kabiny, w które przed chwilą uderzała prawniczka.
Młodsza Urokiri podeszła do umywalki, następnie myjąc ręce, zaczęła uważnie, przyglądać się swojemu odbiciu w lustrze.
 - Hm, może poprawie sobie makijaż?
 - Och, na Boga! Nie mamy już na to czasu! - brunetka łapie Michi za rękę, którą po chwili siłą wyciąga z łazienki.
Policjantka nie zabijając się przy tym na swoich 12 cm. szpilkach, posłała siostrze gniewne spojrzenie. Przecież to tylko ślub Nanami, więc nic by się raczej nie stało, gdyby spóźniły się kilka minut. Wzdychając ciężko, wyprostowała przygarbione ramiona.
 - Michi, to nie przypadkiem Sasuke?
Podążając wzrokiem siostry, zaczęła przeszukiwać umysł w poszukiwaniu informacji: skąd Ak zna brata Itachiego? Nic nie znalazła, ale w sumie nie trzeba być idiotą, aby się tego domyślić. Podobieństwo między tym dwojgiem było niezwykle uderzające, a Urokiri raz czy dwa wspomniała jego imię przy siostrze.
 - Faktycznie. To on. - powiedziała, przyglądając się jego partnerce. - Nie kojarzę jej.
 - Najwidoczniej musi być gościem pana młodego.
Pomimo słabych kontaktów z własną rodziną, doskonale znały każdego z członków familii Nanami oraz ich znajomych, dzięki pomaganiu jej w wysyłaniu zaproszeń na ślub. Jednakże w ostatnim czasie były tak zajęte, że umknęło im sprawdzenie drzewa genealogicznego narzeczonego dziewczyny.
   Skręciły w lewy korytarz, następnie z zachwytem przypatrywały się miejscu w którym miała odbyć się ceremonia ślubna. Zajęły własny kąt, najbliżej wyjścia budynku. Pomimo iż uważały, że zorganizowanie ślubu na dworze to świetny pomysł, dzisiejszego dnia było zdecydowanie za gorąco. Za pewne po pół godzinie, przypominałyby przypieczone kraby. A do tego dopuścić nie mogły! Jako singielki musiały wyglądać nienagannie, aby przyciągać wzrok wygłodniałych samców alfa. 
Kiwały rytmicznie głowami, kiedy Nanami wraz z ojcem pod ramię, została poprowadzona do ołtarza.Wreszcie trafiła w ręce pana młodego, a ksiądz zaczął typową formułkę, którą znały doskonale z tych wszystkich romansów, które oglądały niegdyś hurtowo, przez co niestety, teraz wychodziły im bokiem. 
 - Czy wśród zebranych, znajduję się osoba, która sprzeciwia się temu związkowi? Jeśli tak, nich przemówi teraz, bądź...
To był jak cios w serce dla prawie nowożeńców, gdy rozległ się rozdzierający niebo krzyk. Jednakże należał on do osoby z zewnątrz. 
   Michi zaalarmowana tym dźwiękiem, ruszyła jak torpeda, szukając jego kierunku. pomimo iż należała do osób, które rzadko mają okazje chodzić w szpilkach, biegła sprintem po trawie, chociaż obok znajdował się chodnik. Przytrzymywana przez nią sukienka, ukazywała srebrny rewolwer, przywiązany do jej lewego uda. Nie potrafiła się rozstać z bronią choćby na moment od czasu ostatniej próby zamordowania jej. Och tak, była przekonana, że z pewnością będzie ich więcej.
Zdruzgotana zatrzymała się nagle, wpatrując się tępo w psute tęczówki.
 - O, kurwa... - mruknęła, przypatrując się martwemu chłopakowi oraz klęczącej nad nim dziewczyny.
Michi doskonale zdawała sobie sprawę, że to jej przypadnie zaszczyt, aby poinformować Go o tym zdarzeniu. Przygryzła dolną wargę, próbując odpowiednio ułożyć słowa. Niestety nie wychodziło jej to najlepiej. Bądźmy szczerzy... Miała przesrane.

***
   Siedziała na ławce, obgryzając nerwowo paznokcie. Stary nawyk znowu dał o sobie znać. Nie długo na miejsce zbrodni przyjadą jej znajomi z pracy, ale nie to ją martwiło. Nie raz przyszło blondynce przekazanie informacji rodzinie o śmierci ich bliskiego, ale za każdym razem, nie czuła się tak, jak teraz. Kiedy wyobrażała sobie scenę w której mówi Itachiemu o samobójstwie jego brata... Tak, wszystko wskazywało na to, że Sasuke popełnił zamach samobójczy. Nie rozumiała tylko dlaczego. Co nim kierowało?
 - Michi?
Zaskoczona uniosła wzrok przypatrując się łasicy. Ubrany był w ciemne dżinsy oraz granatową koszule do łokci, jego włosy były związane w niechlujnego kucyka, natomiast odznakę policyjną zawiesił na szyi. Wyglądał na zatroskanego i zdezorientowanego, co otrzeźwiło ją na tyle, aby zacząć logicznie myśleć. Przez swoje wcześniejsze zamyślenie, nie zauważyła kiedy przyszedł, na co nie mogła już sobie pozwolić. Przerażona zobaczyła, jak Uchiha zaczął unosić wzrok ponad jej ramie , gdzie daleko w tyle leżał Sasuke. Nie mogła mu na to pozwolić, nie powinien dowiedzieć się w ten sposób. No dobra, żadna metoda nie była dobra, ale ten należał do najgorszych z możliwych. W akcie desperacji chwyciła go za rękę, zdobywając dzięki temu sto procent jego uwagi. Tylko, jak ona ma do cholery mu to przekazać? Zacisnęła wargę, próbując odgonić napływające do oczu łzy. Podniosła się z ławki, nabierając głośno powietrza.
 - Itachi, tak mi przykro... - powiedziała w końcu, bojąc się jego reakcji.
Na początku nie zrozumiał, aż nie wychylił się na tyle, aby zobaczyć, jak Sasuke zostaje wpakowany do czarnego worka. Podczas rozmowy na telefon, nie podała mu powodu dlaczego ma przyjechać, tłumacząc, że to nie dyskusja na komórkę.
   Poczuła, jak mężczyzna puszcza jej dłoń, aby następnie pobiec w stronę brata. W połowie drogi zatrzymał się, upadając na kolana. Wbijając dłonie w ziemię, wydobył się z niego pełen agonii krzyk. Powoli podeszła do niego, następnie patrząc przed siebie, spytała:
 - Wiesz może, dlaczego to zrobił?
 - Uważasz, że mój brat popełnił samobójstwo? - spytał zaskoczony, kierując swój wzrok na nią.
 - Wszystko, póki co na to wskazuję. Dziewczyna zeznała, że w pewnym momencie Sasuke zaczął się dziwnie zachowywać, uderzył ją i gdzieś pobiegł. Po pewnym czasie zaczęła go szukać, ale było już za późno. - zamilkła na chwilę, poprawiając niesforny kosmyk włosów - Nie potrafię stwierdzić co nim kierowało. Czy planował to od dawna, a może poczuł niespodziewanie, że nie ma po co żyć? Zastanawiałam się nad tym, zanim przyjechaliście, bez większego skutku. Jego motyw również jest dla mnie nie jasny. Przez pewną chwilę rozmyślałam czy mogła z tym mieć związek niedawna śmierć Karin. Chociaż w sumie zapewne sam zauważyłeś, że w ostatnim czasie nie był zbytnio samotny, a nawet jeśli, to nie wystarczy. Jestem pewna, że chodziło o coś innego, coś poważniejszego, o coś... Ach, nie potrafię się teraz skupić. Chciałam tylko udanego urlopu...
 - Zapomniałem. - powiedział, przerywając jej.
 - Hę?
 - Ładnie wyglądasz, pomimo iż z tym rozmazanym makijażem przypominasz czarownice z bajki o Jasiu i Małgosi.  - odparł z figlarnym uśmiechem.
Dzięki swojej pięknej uwadze, zarobił od niej mocnego kuksańca w brzuch. Podczas kiedy on śmiał się jak paralityk, odetchnęła z ulgą, że nie stracił swojego wrednego poczucia humoru. Zapewne, gdyby zamiast Sasuke, leżała tam Akari, Michi nie umiałaby się tak łatwo pozbierać.
 - Nie będziesz mógł prowadzić tej sprawy i zapewne za niedługo, spotkamy się w pokoju przesłuchań. - mruknęła, miętosząc dół swojej sukienki w kolorze kości słoniowej.
 - Rozumiem, kiedy zaczynasz?
 - Jak najpóźniej. - odparła, następnie odwracając się na pięcie, ruszyła do łazienki z misją naprawienia swojego czarownicowego makijażu.

   To wszystko było takie dziwne, niezrozumiałe, A najgorsze było to, że cierpiały niewinne osoby. W końcu państwo młodzi niczemu nie zawinili. To im oraz Itachiemu stała się największa krzywda, mimo to wielu gości powstrzymywało się o, aby nie zemdleć, a i prawie u każdej dziewczyny widziała opuchnięte oczy oraz rozmazany makijaż. Kabaret. Czysty kabaret!
   Zaciskając usta ze złości, rozejrzała się po tumie zebranych gości, szukając Nanami. Po pewnym czasie natrafiła wzrokiem na skuloną kulkę białego materiału, siedzącą na ławce pod ogromną wierzbą. Akari cicho ruszyła w jej kierunku, następnie bez słowa usiadła obok.
 - Co z ślubem? - spytała brunetka, patrząc przed siebie.
 - W tym wypadku zamierzamy podpisać wszystkie urzędowe dokumenty, dzięki którym staniemy się oficjalnie małżeństwem oraz przyśpieszymy naszą podróż poślubną. Myślę, że po tym co si dzisiaj wydarzyło, nikt nie będzie miał ochoty na świętowanie.
 - Przykro mi. - odparła, chwytając pocieszająco za rękę Nanami.
 - To przecież nie twoja wina, Akari.
Tylko dlaczego się czuła, jakby była?

 - Ah, nareszcie! - pełen ulgi okrzyk wydobył się z gardła blondynki, kiedy razem z Akari wchodziła do hotelu.
 - Dobra, nie podniecaj się już tak.  - odparła ze śmiechem prawniczka, fundując Michi kuksańca w bok.
No dobra, zginął człowiek. A konkretniej był to brat jej... przyjaciela (?), ale w ostatnim czasie nie należało to do nowości. I jeżeli miałaby to jakoś przetrwać, to potrzebowałaby przerwy. Teraz. No bo w końcu czy jest coś lepszego od kąpieli w gorących źródłach?
 - Akusiu, możesz mi przypomnieć jak nazywał się twój szef?
 - Uzumaki Nagato, a co? - spytała brunetka, zmierzając do recepcji.
 - Konbanwa, Nagato-san! - szeroko uśmiechnięta Michi, jak idiotka machała w stronę czerwonowłosego mężczyzny.
Że też ciekawe, że znaleźli się w tym samym hotelu? Co więcej, szedł w jej stronę, a blondynka zapadła się jakby pod ziemie.
 - Siostra?
 - Mhm, przepraszam za nią. Miała dzisiaj ciężki dzień i próbuję jakoś wyładować emocję.
 - Co takiego ciężkiego jest w ślubach? Myślałem, że tam się tylko piję i tańczy, aby potem zasnąć pod stołem. - odparł z nutką żartobliwego tonu.
 - Jeden z gości popełnił samobójstwo. - mruknęła, przestępując z nogi na nogę.
 - Nie rozumiem. Przecież taką ma pracę. Skoro ją męczy, to po co ją wykonuję? - spytał, marszcząc czoło.
 - Nie o to chodzi... bo widzisz szefie, samobójcą był brat jej partnera z pracy. Jestem pewna, że kojarzysz Uchihe Itachiego? - "Akari, idiotko, po co zaczynasz ten temat? Jeszcze się domyśli, że wiesz coś, czego nie powinnaś." 
 - Przykro mi, ale nie mam pojęcia o kim mówisz. - odparł, a jego twarz przybrała kamienny wyraz twarzy.
  - Rozumiem.W każdym razie muszę już iść, Michi na mnie czeka. - nim zdążył chociażby zareagować, odwróciła się na pięcie w kierunku windy.
Kłamał. A trzeba było wiedzieć, że Akari absolutnie nie tolerowała kłamstwa. Dlatego najlepiej będzie, jeżeli Nagato nie będzie przez pewien czas pokazywał się jej na oczy.

   W krótkim czasie zginęły aż trzy osoby. Czy te trzy sprawy mogą być ze sobą jakoś powiązane? czy wzrośnie liczba ofiar? Te i inne pytania nurtowały Urokiri Michi, siedzącą za biurkiem na posterunku policji. Nie mogła sobie pozwolić na dłuższy pobyt na urlopie niż jeden dzień. Zresztą i tak została zbesztana przez szefa, ponieważ nie wróciła do pracy od razu. Akari wróciła razem z nią, niepokojąco na coś wkurzona? Czyżby coś zaszło między nią, a Nagato-san? (Yhhmmm, jakbym miała odmienić przez przypadki byłoby to "Nagatem-san" xd W sumie rzeczowniki w japońskim w ogóle się nie odmieniają przez nic, ale to jest polski... Zresztą, mniejsza z tym xd dop. Zbuntowanej)
Chwyciła kubek z gorącą kawą, kątem oka zerkając na pusty gabinet Itachiego, następnie wróciła do wypełniania raportów. Czekał ją dłuuugi dzień...

***

Jezu, tak!!! Po prawie dwóch miesiącach przepisałam ten rozdział z zeszytu do bloggera! Oczekuję OGROMNYCH BRAW xd
Wgl. tak wiem, zabiłam Sasuke po raz drugi ;-; Ale na tym blogu było to już zaplanowane od praktycznie początku, a na moim pierwszym to tak wyszło w praniu, za przeproszeniem :P
Mam nadzieje, że wybaczycie, że tak późno rozdział. Z początku września, zrobiła się połowa xd
Dobra, ja tu już nie będę zanudzać.

Autor następnej notki: Akari Urokiri
Data --------//---------: ???

PS. Na bank czają się tu gdzieś błędy... Kiedyś poprawię xd

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 13

Czas mijał strasznie szybko dla wiecznie zapracowanych sióstr. Michi siedziała na komisariacie i wysłuchiwała biadolenia jakieś różowowłosej dziewczyny, o tym jak to została skradziona jej kosmetyczka! No na serio już nie ma gorszych rzeczy, które trzeba zgłaszać policji. Czy oni myślą, że oni to tylko jedzą pączki popijając kawą i układają domki z kart? Otóż nie! A przynajmniej nie ona. Zapisała po raz kolejny w notesie zeznania dziewczyny i jeszcze grzecznie ją wyprawiła z gabinetu. No na prawdę! Kiedyś to zatłucze tego Uchihe! Żeby coś takiego robić, jak brać sobie urlop kiedy to ona cierpi! Niedopuszczalne! Ale na szczęście niebawem i ona będzie mieć urlop a co z tym idzie, wypad do gorących źródeł z siostrą i to na cały tydzień! Już nie mogła się doczekać, tej ciepłej, kojącej wody, albo tych wszystkich słodyczy jakich spróbuje na Kioto... Aż jej ślinka cieknie! Dobrze, że przyjaciółka siostry na jej ślub je zaprosiła, ach teraz będzie jeszcze mogła ponabijać się z siostry, która to nie przepada za sukienkami! Jej to jako tako nie przeszkadzało. Poczuła wibracje na biurku a po chwili było słychać "Imagine Dragons - Demons" obecna ulubiona piosenka blondynki. Spojrzała na wyświetlacz, a widząc uśmiechniętą siostrę odebrała.
- No co tam?
- Michi, za ile kończysz?
- No już, a czo?- spytała sięgając po kawałek sernika. Wtem usłyszała grzmot i błysk. No tak.- Dobba gde jete?- połknęła to co miała i zaczęła się zbierać.
- Jeszcze w pracy. Ale muszę tylko coś zanieść sekretarce szefa i będę wolna.
-
 No ok. To będę za dziesięć minut.- nim coś zdąży ci powiedzieć, rozłączasz się. Chwytasz za płaszcz oraz torebkę. Wychodzisz z pokoju, który zamykasz na klucz i udajesz się do recepcji. Jak dobrze, że jutro masz wolne, kupisz sobie sukienkę na ślub. Żegnasz się ze wszystkimi i biegiem ruszasz do samochodu. Zastanawia cię, co w tej chwili robi Itachi. Zapewne spał. Ale chwila, co cię on obchodzi? Nim się obejrzałaś byłaś przed wieżowcem , z którego wybiegała szatynka. Uśmiech mimo wolne  pojawia się na twej twarzy. Trzask drzwiami, kichnięcie i cmoknięcie w policzek na dzień dobry. Odpalasz silnik i ruszasz do domu. Po drodze wpadacie jeszcze do sklepu, naszła cię chęć na ciasteczka siostry. Będąc w domu pierwsze co robi Akari to rusza do łazienki i odkręca wodę w wanie.
- Może zawołać twojego kochasia do kąpieli?- pytasz złośliwie. Akari pokazuje ci język. No, ale jak sama dajesz zaproszenie do gry słownej to jakże można ci odmówić.
- Nie dzięki. Ale może pojedziesz pobawić się w pielęgniarkę i pacjenta ze swym partnerem co?- teraz to ciebie zatkało.- Wygrałam. Nie wiedziałam iż ty na serio i to z nim. Zamknij buzie, bo ci muchy wlecą.- powiedziała idąc do łazienki. Miałaś ochotę w coś uderzyć, a najlepiej w twarz niejakiego Itachiego Uchihy....
~~~~
Czas minął szybko do dnia wyjazdu. Obie siostry były gotowe, teraz tylko trzeba było zrobić prowiant na drogę i można ruszać. Akari kroiła pomidory, ogórki, szynkę i ser, które następnie kładła na połówkę bułki posmarowanej masłem i przykrywała drugą połówką. A Michi rozmawiała przez telefon z szefem. No kurde debil chciał aby przełożyła urlop ponieważ tymczasowy partner Uchihy jeszcze nie wrócił, z wakacji. Oczywiście nie zgadzała się i rozłączyła w dość chamski sposób. Kiedy już kanapki wraz z piciem były schowane, ruszyłyście do drzwi. Wcześniej jeszcze sprawdziłyście czy wszystko jest wyłączone, oraz czy macie ważne dokumenty przy sobie. Wyszły, zamykając dom i z uśmiechem zeszły na duł.... Droga minęła im spokojnie. A na miejscu już było sporo osób, toteż czuły się komfortowo. Kiedy już się rozpakowały, trzeba było spotkać się z panną młodą. Szarooka szła z wielkim uśmiechem do ogrodu, a jej siostra tuż za nią. W ogrodzie na ławce przy oczku wodnym siedziała brązowowłosa  dziewczyna, miała zamknięte oczy a jej włosy tańczyły na wietrze. Była piękna, co nawet kobiety mogą łatwo powiedzieć. Ak weszła na boso na trawę, uwielbiała to uczucie, które łaskotało jej stopy, natomiast Michi jak na normalną osobę przystało założyła japonki.
- Jak się czuje przyszła żona?- pytasz tuż przy jej uchu. Dziewczyna otwiera swoje brązowe oczy i uśmiechając się w twoją stronę odpowiada.
- Dobrze. Ciesze się, że przyjechałaś Ak.
- To ja się cieszę za zaproszenie Nanami.
- Moje gratulacje.
- Dziękuję. Cieszę się, że też jesteś Michi. Bez was to nie byłoby to samo.



****
No dobra, przyznaje się bez bicia, iż nie mam na ten rozdział pomysłu..... Przepraszam za lekkie opóźnienie oraz za długość. No to chyba tyle ode mnie.
Data: Prawdopodobnie na początku września, jednakże może ulec to zmianie, dlatego nie podaje konkretnej daty :)
Autor: Zbuntowana

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 12

 - Kobieto, czy ty kompletnie oszalałaś?! - wściekła, aczkolwiek zatroskana Michi, krzyczy na cały komisariat, a pod jej wzrokiem kulili się dosłownie wszyscy.
Oczywiście najgorzej miała osoba do której te słowa zostały skierowane; Akari z miną niewiniątka spoglądała na siostrę mając nadzieje, że choć trochę się jej upiecze. Po chwili, jak gdyby nigdy nic, blondynka przytuliła z całych swoich sił siostrę. Przysunęła swoje usta do jej ucha tak, aby tylko do niej trafiły słowa zielonookiej.
 - Ostatnio dzieje się wiele złych rzeczy w mieście, które zapewne mają pewien związek z naszą przeszłością. Ak, proszę... Informuj mnie o wszystkim, bo ja... nie chciałabym cię stracić. Nie poradzę sobie ze wszystkim bez ciebie, siostrzyczko. - otarła jedną samotną łzę, następnie puściła siostrę, kierując się w stronę pokoju, gdzie przesłuchiwali podejrzanych. Jednakże sprawcę, który śmiał zaatakować Akari, zostawiła Itachiemu. Natomiast sama postanowiła zając się Uchihą... Sasuke. W końcu Uzumaki Karin nie zginęła tak dawno temu, sprawa wciąż jest w toku. To był jeden z tematów o jakim dyskutowała z łasicą, zanim do domu wparowała brunetka ze swoim szefem. Michi jakoś nie chciało się wierzyć, że akurat przypadkiem znalazł się na miejscu zbrodni, jednakże to nie jej przyszło go przesłuchać. Ostatnio dzieje się zbyt wiele...
   Pociągnęła klamkę, następnie weszła do środka. Siada na przeciwko młodego Uchihy, przyglądając mu się uważnie. Jak na złość był bardzo podobny do brata, aczkolwiek łatwo da się znaleźć sporo różnic pomiędzy tym dwojgiem. Kobieta otwiera zwykły notes na pustej kartce, następnie włącza długopis. Spogląda głęboko w oczy chłopakowi, jakby chciała poznać wszystkie jego tajemnice. Sasuke kuli się bardziej na krześle, co blondynce póki co na razie starcza. Och, jak ona kocha dokuczać Uchihom!
 - Znowu się spotykamy, Sasuke. Co prawda mam nadzieje, że tym razem nie masz mokrych spodni. - powiedziała z niewinnym uśmieszkiem, patrząc, jak jego policzki zalewają się czerwienią. - No, ale przejdźmy do konkretów mój drogi! Kim była dla ciebie Uzumaki Karin?
 - Wie pani.
 - Może tak, może nie. Chciałabym usłyszeć to od ciebie osobiście. - mówiąc to, uśmiechnęła się zadziornie
 - Karin... była mi bliska. Nawet jeżeli mnie denerwowała czy była wredna... to mi się w niej tak bardzo podobało. Jednakże w przeddzień jej śmierci... przyłapałem ją na zdradzie. Ta suka zdradzała mnie od prawie 6 miesięcy! - krzyknął, uderzając pięścią w stół.
 - Tak, tak, a męska duma została urażona. Poza tym cukiereczku, czy ty wiesz, że dałeś mi właśnie dowód, że to ty mogłeś ją zabić? Zemsta to bardzo niebezpieczna rzecz.
 - Nie zabiłem jej! Na dodatek jestem pewien, że... - zaczął, lecz wtargnięcie do pokoju Itachiego, skutecznie mu to przerwało.
 - Michi, pośpiesz się. Za chwile mamy patrol dzielnicy znajdującej się we wschodniej części miasta. - odparł, cały czas przyglądając się Sasuke.
Zapewne zżerała go ciekawość o czym rozmawiali i czy jego malutki braciszek w krótkim czasie nie skończy za kratkami.
 - Cholera, już idę. - mówiąc to wstała, lecz nim wyszła spojrzała jeszcze na Sasuke, mówiąc - Dokończymy tą rozmowę. - powiedziała słodko, posyłając mu całusa.
   Zanim wyszła z budynku, musiała wstąpić jeszcze do toalety, następnie do swojego gabinetu po parę pierdół, a na koniec wstąpiła jeszcze do bufetu po 2 kawy i ciastka. No... zeszło się jej trochę. W końcu wychodząc na zewnątrz, mocniej opatuliła się płaszczem. Było chłodno, a do tego wiał silny wiatr. Zaczęła przeszukiwać wzrokiem parking, szukając miejsca w którym został zaparkowany jej samochód, którym mieli dzisiaj "podróżować". Jak się okazało był prawie na wprost niej, jedynie trochę bardziej na zachód. Oczywiście czujne oko policjantki musiało wyłapać coś więcej niż samochód. W ostatnim rzędzie samochodów, tuż pod bramą był samochód młodego Uchihy, który był w środku. I nie był sam. Obściskiwał się z jakąś blondynką.
 - Sukinsyn. Szybko znalazł pocieszenie. - mruknęła, następnie spoglądając w niebo, dodała - Czy wszyscy faceci muszą być takim świniami? Jaki idiota dał im to w DNA?
Zaraz... a jeżeli to nie ona go zdradzała, a on ją? Jeżeli...
 - Michi, idziemy? - spytał Itachi, przyglądając się jej z troską, tym samym przerywając jej BARDZO ważne rozmyślania.
Jednakże nie miała już siły ani humoru, aby na niego nawrzeszczeć. Uchiha pojedynczo wysysali z niej dużo energii, co dopiero takich dwóch! Kiwnęła jedynie głową, jak jakaś anemiczka z depresją. W pewnym momencie poczuła, jak facet chwyta ją za rękę, następnie ciągnie po schodach. Biegnie za nim, no bo, co ma innego zrobić w takiej sytuacji?
 - Chrzanić patrol, zabiorę cię w pewne miejsce. - powiedział, lecz ona nie słyszała jego słów.
Uwagę Michi pochłonęły ich złączone dłonie, które dopiero w samochodzie znowu poszły w swoja stronę...

***
   Brunetka, jak grzeczna dziewczynka po burze od siostry, wróciła prosto do ich przytulnego domku. Szczerze mówiąc nawet trochę nie dziwiła się Michi, jeżeli chodzi o jej głupotę. Chociaż z drugiej strony Akari umie się bronić oraz walczyć o wiele lepiej niż niektórzy mężczyźni. To jej naturalnie nie rozgrzesza, no bo i tak mogłoby się jej coś poważnego stać. A co, by się stało z jej siostrą? Z kim, by się wtedy kłóciła w przerwach na lunch czy piekła ciasteczka na święta?
   Nalała wody do czajnika, następnie ustawiła go na kuchence. Usiadła na krześle stojącym pod ścianą, a stołem. Z cichym westchnięciem, wyjęła telefon z kieszeni dżinsów. Po raz kolejny przeczytała wiadomość od Itachiego, którą dostała kilka tygodni temu.
 "Michi znalazła się dzisiaj w złym miejscu o złym czasie. Za chwilę odstawię ją do domu, ale mam prośbę: nie mów jej niczego o naszej rozmowie. Itachi.
Taa... Rozmowa:

   Jest ciemno, ciało domaga się snu, ale mimo to Akari, wciąż uzupełnia te cholerne dokumenty, których ma szczerze mówiąc już po dziurki w nosie. Poza tym rzeczy, których stała się przypadkiem świadkiem, nie pozwalają jej spokojnie spać po nocach. Rozdrażniona kobieta, przeciera zaspane oczy, gdy po chwili rozlega się głośne pukanie do drzwi. Spogląda na zegarek. Jest późno, bardzo późno, więc to nieodpowiednia pora na gości. A jeżeli to Michi znowu zapomniała kluczy? Puk, puk. 
   Akari wkurzona już do granic możliwości tym natarczywym pukaniem, wstaje gwałtownie przez co o mało nie przewróciła krzesła. PUK. PUK.
 - Idę, idę. Pali się czy, co? - krzyczy, następnie bez zastanowienia przekręca klucz w zamku.
 Czeka chwilę aż w końcu Michi otworzy drzwi, jednak nic się takiego nie stało. Prychając pod nosem, ciągnie za klamkę. 
 - Zapomniałaś jak... I-Itachi? - zaskoczona, otwiera szerzej oczy, nie mogąc nawet zrobić kroku.
 - Mogę wejść? - pyta lekko znudzony, machając jej ciastkami przed oczami.
Brunetka otwiera szerzej drzwi, aby mógł przejść, następnie cicho je zamyka. Wymijając go pośpiesznie, prowadzi do kuchni. 
 - Stało się coś? - pyta, udając pozory spokoju.
Sięga po dwa kubki do suszarki, a gdy się odwraca widzi jego czarne, jak węgiel oczy. Itachi opiera dłonie o blat po jej bokach i bez żadnych uczuć pyta:
 - Ty wiesz prawda? Wiesz kim jestem?
Nie odpowiada. Uchiha powoli odsuwa się do tyłu.
 - Powiesz jej? - spytał cicho
Akari aż z wrażenia zachłysnęła się powietrzem. Czy powinna powiedzieć Michi o tej brutalnej prawdzie? Czy jej siostra powinna dowiedzieć się o tym przypadkowym zdarzeniu, w którym odkryła niewielką część prawdy? O tym, że mimo tego iż Itachi ją widział nie odezwał się ani słowem, zamykając jedynie drzwi?
 - Ja... nie. Nie powiem nic Michi. - powiedziała, jednak widząc jego niepewność, dodała - Obiecuję.
Westchnęła cicho, następnie spod zmrużonych powiek, patrząc na Uchihę, zaczęła mówić:
 - Poznałam jeden z Waszych brudów, plus dodatkowo twoją drugą twarz. Ale to może i lepiej. Jako Wasza adwokatka muszę dopilnować, aby nigdy nie wyszły na światło dzienne, a jestem pewna, że jest ich całe mnóstwo. Zobowiązałam się Was bronić i... na pewno nie cofnę danego słowa. - mówiąc to, wyprostowała się dumnie, wiedząc, że właśnie tkwi w tym wielkim bagnie po same uszy.
Łasica pokazując cały rząd białych ząbków, odwrócił się na pięcie, następnie wyszedł z mieszkania.


ZAMIANA POSTACI  - ITACHI

   Otwierając drzwi od klatki schodowej, zrobił ogromny chust, napełniając swoje płuca mroźnym powietrzem. Sięgnął do kieszeni spodni w poszukiwaniu telefonu, słuchając tego okropnego dzwonka. Powinien kiedyś go zmienić. Zaciska usta w wąską kreskę, spoglądając na wyświetlacz komórki: Michi. W końcu klika zieloną słuchawkę, następnie przyłożył telefon do ucha.
 - Tak? - spytał, spoglądając na zegarek na ręce. Dość późno już było... 
 - Itachi, błagam, musisz mi pomóc...
...Szarpanina z kierownicą, dwa wystrzały z pistoletu, pęknięta szyba, przyśpieszony oddech...
 - Michi..? Michi?! Michi, odezwij się do cholery! - krzyczał, biegnąc w stronę samochodu.
 - ...Ktoś chcę mnie zabić. - szepnęła cała drżąc ze strachu, po chwili rozmowa się urwała.
Wkurzony, nacisnął pedał gazu, następnie z piskiem opon ruszył na pomoc blondynce...

ZAMIANA POSTACI - AKARI - CZAS TERAŹNIEJSZY 

   Moment, w którym zdecydowała, ukrywać prawdę przed Michi oraz dalej pomagać firmie Nagato... Czy postąpiła słusznie? Czy, gdyby podjęła inną decyzje, ich przyszłość wyglądała inaczej? 
   Jej skromne rozmyślania, przerwała zagotowana woda w czajniku. Podeszła do kuchenki, następnie zalała sobie herbatę. Chwytając za uchwyt kubka, pomaszerowała do swojego pokoju, pod pretekstem "trzeba wypróbować nową poduszkę". (xd dop. Zbuntowanej) 


***
   Pomimo usilnych prób blondynki, rozmowa nie kleiła się zbytnio. A trzeba wiedzieć, że kobieta ciszy nienawidziła. Itachi przez całą drogę był niezwykle milczący, przez co o mało nie zapadła w śpiączkę. 
 - Jesteśmy. - powiedział, parkując samochód w nic nie mówiącym dla Michi miejscu.
Przeciągnęła się, jak kotka, następnie wyszła z samochodu. Zaskoczona zauważyła, że zrobiło się ciemno. No, ale co zrobić. Wielkimi krokami szła zima, przez co i dzień był krótszy. Spojrzała przed siebie. Na tle ciemnego nieba, wyraźnie rysowała się sylwetka Uchihy, który wyraźnie dawał jej znać, aby szła za nim. Tak też zrobiła. 
   Stanęła. Widok jaki ukazał się przed nią był niezwykły. Byli wysoko, a krajobraz w dole nie pozwalał oderwać od siebie wzroku chociażby na chwilę. Każdy z was wie, jak wygląda wodospad, prawda? W takim razie wyobraźcie sobie go nocą. Widok zachwyca, prawda? 
 - Pomyśl życzenie. - szepnął do ucha blondynki, podając jej lampion.
Podeszła bliżej krawędzi, następnie ze śmiechem puściła przedmiot, przyglądając się jemu lotu. Chwila szczęścia, dzięki której zasmakowała raju... 

~♥~
Ajaj, zaszalałam. Każdy kto mnie trochę zna, wie że nie przepadam za jakimiś (nawet ociupinkę) słodkimi scenami czy opisami, ale... Tak jakoś coś mnie wzięło.Na koniec życzę udanych wakacji i mam nadzieje, że rozdział jako tako wyszedł :)
Data rozdziału: 26 lipca
Autor: Akari
PS. Za błędy przepraszam, ale nie mam siły ich już poprawiać.

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 11

Tego samego dnia, w którym Michi wraz z Itachim znaleźli martwe ciało Ikori Karin, Akari marzyła tylko o tym aby ten dzień dobiegł końca. Po raz kolejny była w pracy w okularach. Siedziała w swoim gabinecie i przeglądała papiery. Powoli składała kawałki układanki,  które wciąż miała w głowie. Zdjęła okulary i przetarła powieki.
- Czemu nie mogę tego rozgryźć?- spytała samą siebie, kompletnie załamana. Pragnęła założyć słuchawki i wsłuchać się w mocne brzmienie "Evanescence Bring me to life" i pozbierać myśli. Usłyszała dźwięk przychodzącego połączenia, otworzyła oczy, sięgając po telefon, spojrzała na numer. Nieznany. Chwila wahania i odbierasz telefon.
- Halo?
- "Witam cie moja droga."- cała zesztywniałaś. Rozpoznajesz ten głos ! Serce przyśpiesza swoje bicie, dłonie ci się pocą a ty starasz opanować oddech. Jego uśmiech majaczy się w twojej głowie, wiesz iż świetnie się bawi gnębiąc cię, jednak dalej jesteś tylko małą jedenastolatką, która ,chowa. się zza drzwiami....
- Chyba pomylił pan numery.- odpowiadasz sztywnym głosem i szykujesz się do rozłączenia, jednak ten nie daję ci na to szansy.
- Wcale się nie pomyliłem. I ty o tym dobrze wiesz.... Masz coś mojego, wiesz co to jest. Spotkajmy się jutro o 17 tam gdzie zgubiłaś się mając osiem lat. Bądź sama...- na tych słowach zakończył rozmowę. Blada na twarzy patrzysz przed siebie, jednak prawda jest inna. To jest rzeczywistość i nic z tym nie zrobisz. Czerwonowłosy puka do twych drzwi, jednak ty go nie słyszysz. Walczysz z demonami przeszłości, które co noc cię nękają. Pociąga za klamkę i wchodzi do środka. Widzi cię jak tępo patrzysz w przestrzeń.  Zamyka drzwi, podchodzi do ciebie, odwraca w swoją stronę i patrzycie sobie w oczy. On w twoich widzi strach, a ty w jego nicość. Dotykasz jej ramienia, wyciągając z transu, trzepocze powiekami, siłą zatrzymując łzy. Na marne.Z cichym szlochem pada ci w ramiona, szukając w nich ochrony. Nie wiesz co robić, cały zesztywniałeś. Po kilku minutach dotykasz jej glowy, glaszcząc jedwabne włosy. Składasz pocałunek na jej czole, odsuwając od siebie.  Ścierając kciukiem lecące łzy. Wolisz nie pytać, sama ci powie, jeśli uwarzy to za słuszne. Przysuwa się do ciebie, wasze wargi dzielą milimetry, które pokonujecie jednocześnie, łącząc się w pocałunku.
Następnego dnia Michi czuła swym policyjnym zmysłem iż coś nie gra. Nie mogła zasnąć co było winą tego idioty Uchihy! No kto normalny opowiada o tym jak wygląda dojrzewanie chłopaków?! Chyba tylko jakiś wariat! O wilku mowa. Teraz ten wariat siedzi w waszym salonie zajadając się TWOIM ciastem czekoladowym!
- Akari co on tu robi?- spytała jeszcze spokojnie, pomijając temat ciasta. Jeszcze mu się oberwie za to a co!
- Ach Itachi przyszedł do ciebie pogadać o śledztwie. Dobra ja zmykam, mam coś do załatwienia. Pa i nie pozabijajcie się jak mnie nie będzie. I nie zaczynaj z tym ciastem siostra.- mruknęła ci na pożegnanie. Jęknęłaś. Nawet w dzień wolny musisz pracować. Siadasz koło kompana na kanapie, biorąc kawałek ciasta.....
Wyznaczony czas nadszedł. Urokiri siedziała na opuszczonym, zamkniętym i zniszczonym placu zabaw. Ubrana w jeansy, trampki i szarą bluzę. Włosy związane w wysoką kitkę, nie będzie jej przeszkadzać podczas ucieczki. Notes miała przy sobie, jednakże nie masz zamiaru go oddać. Telefon wyciszony, schowany w kieszeni a notes pod bluzą. Zerkasz na zegarek na dłoni. Przyszłaś przed czasem, jednak wiedziałaś iż ON tu jest i ma na ciebie oko. Wkurzył cię tym.
- Wyjdziesz czy masz zamiar bawić się w chowanego?- pełen ironii i sarkazmu ton rozpoznałby każdy. Wychodzi z ukrycia. Trzyma w dłoni nóż. Przełykasz ślinę. A on uśmiecha się tymi zepsutymi od papierosów zębami. Mogłaś jednak powiedzieć o tym Michi, teraz jednak już na to za późno....
Pein szedł obok zamkniętego domu dziecka, kiedy słyszysz kobiecy krzyk. Biegiem ruszasz w tę stronę. Docierasz tam i jesteś w szoku. Jakiś mężczyzna z nożem... nie nie to cię nie szokuje. Szokuje cię widok SWOJEJ (dziewczyny. Nie no raczej j ukochanej :P - dop. Akari )adwokatki.  Na spokojnie ruszasz w ich stronę. Chcesz sięgnąć po pistolet, jednak to ona atakuje napastnika uderzeniem w nos. Upada do dołu, wsuwa się pod.jego nogami i będąc za nim przykłada jego nóż do szyi. Wyciąga telefon i dzwoni na policję. Nie musicie czekać długo, kiedy go zabrali i odjechali upadasz na ziemię. Fioletooki podbiega do ciebie i nim coś mówisz tuli twoje ciało do swojego.
- Kretynka z ciebie.
- Wiem...- to jedyne co mówicie. Czas leci, a ty mu o wszystkim mówisz. Czujesz, że możesz mu zaufać. Chcesz być w tych ramionach i czuć się bezpieczna.....

****
Witam was moi drodzy! Dość długo mnie nie było<śmiech>, jednakże to wina mego zjebanego neta, który na lapku nie chce chodzić i jedynie mogę pisać na telefonie i to w gmailu! Więc bardzo, ale to bardzo was przepraszam za taką długość notki, możecie mnie ukatrupić, poćwiartować i co jeszcze chcecie.... Przyjmę to z godnością<o ile jeszcze ją mam>
Data: 1 lipca
Autor: Zbuntowana

niedziela, 1 czerwca 2014

Jednopartówka: ItaSaku

   Woda. Ta przezroczysta ciecz sprawia, że Sakura czuję się w niej bezpieczna. Jest, jak schronienie, miejsce w którym może wylać tysiące łez, a nikt się nie dowie. Oczywiście, nie byłoby to zbyt higieniczne, ale to wcale nie ma znaczenia, prawda? Haruno żyję w kiepskich czasach, w czasach kiedy to ludzie są okropni, pozbawieni uczuć. A może zawsze tacy byli? Zadała sobie kolejne pytania, lecz znowu nie znała odpowiedzi. Równie dobrze mogła błądzić teraz w ciemnościach. Ostatnie wydarzenia w jej krótkim życiu również nie był zbyt wesołe. Wzdychając ciężko, przypomniała sobie tego dupka z którym zerwała. Przez niego pękło jej serce na pół! Sprawił, że popadła w depresje, odechciało się jej żyć, aż w końcu jej przyjaciele nie mogąc na nią patrzeć, wyciągnęli ją na basen i... zakochała się. Zakochała się w pływaniu! Zawsze jej się to podobało, ale wtedy zdała sobie sprawę, że chce to robić w życiu. Stało się to Sakury pasją, celem, marzeniem i kto wie czym jeszcze. Teraz jedyne co jej pozostało to postarać się ze swoich całych sił, aby wszystko szło po jej myśli.
   Dziewczyna otworzyła drzwi bloku, następnie w podskokach biegła po schodach na szóste piętro. Na jej nieszczęście około tydzień temu zepsuła się winda, ale to jeszcze nie koniec świata. W końcu pała z ostatniej kartkówki z matmy nigdy nie była niczym przyjemnym. Teraz tylko módlmy się, aby mama Sakury nie zaglądała dzisiaj do dziennika elektronicznego, bo będzie źle. No, ale to przecież nie wina Haruno, że pani Anko jej nie lubi przez co każe resztę klasy sprawdzianem, kiedy zostały 2 tygodnie do wakacji! Ona, jak i inne osoby z jej klasy, którym również nie szło z tym przedmiotem, wysyłała modły do Boga, aby profesorka nie zdążyła sprawdzić prac aż do wystawienia ocen. Niestety, jak widać prośba Sakury nie została wysłuchana.
   W końcu schody się skończyły, a pojawiły się drzwi domu zielonookiej i innych sąsiadów. Nabierając głośno powietrza, zacisnęła rękę na klamce, następnie otworzyła straszne wrota. Próbowała zrobić wszystko, jak najciszej. Mianowicie: otworzyć drzwi, wejść do mieszkania, zamknąć drzwiczki, a na końcu pobiec szybko do swojego pokoju na górze. O tak. Mimo, że mieszka w bloku mieszkalnym to kwatery były dwu piętrowe. Było to bardzo bombowe.
Niestety, ale już tak nie bardzo kiedy zaskrzypiał jeden stopień od schodów. Cholera, dlaczego nigdzie nie ma windy? Oczywiście matka różowowłosej musi mieć bardzo dobry słuch i usłyszeć wszystko to, czego nie powinna.
 - Sakura?!
Dziewczyna zastygła w bezruchu. Co to za dziwa kobieta? Nie dość, że słuchu idzie jej tylko pozazdrościć (bądź nie) to jeszcze porusza się bardzo szybko. W końcu zielonooka obróciła się w jej stronę. Blondynka nie patrzyła na nią ze złością, a bardziej, jakby gdzieś się spieszyła.
 - Wychodzę na ważne spotkanie. Obiad masz w lodówce, to potem odgrzejesz sobie w mikrofali. - mówiąc to, pakowała jakieś notatki do torby, następnie wyszła.
Czyli na razie się upiekło Haruno. W sumie to matka może w ogóle o niczym się nie dowiedzieć. Zawsze mało interesowała się córką, jakby dziewczyna nie istniała. A ojciec? Różowowłsa nawet nie pamięta, jak miał na imię, opuścił ich kiedy miała 5 lat. Ponoć miał inną, zupełnie jak jej były, Sasuke. Nie, stop! Sakura zaczęła wchodzić na niebezpieczną ścieżkę zwaną przeszłością. Najlepiej w ogóle przestać o niej myśleć co nie jest łatwe. W każdym razie, gdy uporała się z obiadem, lekcjami oraz innymi duperelami, puściła sygnał Hinacie, następnie biorąc torbę ze strojem kąpielowym, ręcznikiem i tak dalej, wyszła z mieszkania, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Dzisiaj był piątek, a więc dzień kiedy razem z przyjaciółmi spędza popołudnie na treningu w basenie. Trzeba w końcu się rozluźnić i nacieszyć weekendem kiedy jeszcze może. Dlaczego? Bo nie długo nawet na myśl o poniedziałku będzie się cieszyć. Tak, te wakacje będą świetne, jak w końcu skończy się szkoła...

   Całą paczką weszli do budynku, następnie podzieli się na chłopców i dziewczyny, aby pójść się przebrać. Po parunastu minutach zwartą grupką wyszli w końcu do miejsca w którym był basen. Chłopcy, jak to oni, wskoczyli do wody na główkę, krzycząc przy tym jakieś dziwaczne teksty. Natomiast pozostałe osoby (czyli dziewczyny), wskoczyły do basenu skokami godnymi złotych olimpijek. Zazwyczaj jeżeli nadarzała się okazja (czyt. gdy pana Gaja nie było w pobliżu), zachowywały się nawet gorzej od chłopaków, ale o tym chyba wiedzieć nie musicie...
 - Neee.. Saki, słyszałaś prawda? - spytała Ino, wynurzając się obok Haruno.
 - O czym konkretnie? - odparła, poprawiając niesforne kosmyki, które nawet nie miały zamiaru "siedzieć" spokojnie pod czepkiem.
 - Nani???!!! To ty nie wiesz? Hm... w sumie to nic dziwnego skoro wybrałaś akurat najmniej seksownych z wszystkich twoich strojów. - powiedziała TenTen, patrząc na Sakurę z lekką pogardą.
 - Mówcie wreszcie o co chodzi. - odparła już do granic możliwości zniecierpliwiona
 - Odwróć się. - powiedziała cicho Hinata, pojawiając się nagle przed nią.
Saki ostrożnie zaczęła przekręcać swoje ciało o 180 stopni, zaciskając zębami dolną wargę.
I... to był facet. Piekielnie przystojny facet, jak by pochodził z piekła. Grzeszył urodą.
 - Nie gap się tak. To nasz nowy instruktor, będzie nas przygotowywał do tegorocznych zawodów. - syknęła Temari
Mimo tego nie mogła oderwać wzroku, pochłaniał jej całą uwagę.A te jego magnetyczne oczy, którym chciałaby się lepiej przyjrzeć. Nie mógł być wiele straszy od niej. Na samą myśl o tym facie robiło się jej gorąco. Cholera co się z nią dzieję..?

  - Nazywam się Uchiha Itachi i od dzisiaj będę się nad wami znęcał fizycznie, no czasem psychicznie, ażebym podczas tegorocznych zawodów, które odbędą się za niespełna 2 miesiące mógł z dumą powiedzieć, że to moje dzieło. Oczywiście, nie to że wygrana się tylko liczy, no ale wiecie... W każdym razie zostało mało czasu, i dużo do zrobienia z wami, a szczególnie jeżeli chodzi o różową. - powiedział, przyglądając się z niezadowoleniem owej dziewczynie.
Zaśmiał się cicho, widząc jej zaskoczone spojrzenie, które zepsuło wyraz twarzy rozmarzonego jelonka, a po chwili czystą nienawiść co do niego.
Nie mając ani sekundy do zmarnowania, wydał im serie poleceń, wiedząc, że na pewne już go "pokochały".

Co za pieprzony palant! Jak on śmiał? A co więcej... miał rację. Była do niczego. Zapisała się na tę zawody ze względu na Ino, poza tym mogła więcej czasu spędzić w wodzie. Wtedy niepotrzebne były jej myśli, działała. Nie myślała na poważnie tak naprawdę o wygranej, dlatego nie przykładała się naprawdę. Jednakże, nie wybaczy mu i tak! Niech zgniję w piekle, palant jeden! Już ona mu pokażę! Wygra te cholerne zawody...!

***

   Po miesiącu wyglądała, jak wrak człowieka. Pan Szanowny Nazywam Się Uchiha Itachi, nie kłamał mówiąc o znęcaniu. Ciało miała obolałe, a psychikę w strzępach. Nie było 5 minut w których, by się nad nią nie znęcał. A co gorsza, gdy jej ubliżał resztę dziewczyn wręcz podrywał! A jej kruche serce... jakby umierało w tamtych chwilach. Wpakowała się w niezłe bagno. 
   Była już pod drzwiami szatani, gdy zdała sobie sprawę, że zapomniała ręcznika. Nosz kurde, będzie musiała się zawrócić! Dlaczego?! Zaciskając wargę, spuściła głowę w duł i zaczęła wlec się, jak żółw do miejsca, gdzie był zapomniany przedmiot. Modliła się, aby już go tam nie było. Oczywiście, Bóg nie spełnił jej prośby. 
Miała zamiar przejść obok niego, jak gdyby nigdy nic, gdy zdała sobie sprawę, że trzymał w ręce jej zielony ręcznik, jak gdyby nigdy nic. Uśmiechał się zadziornie, patrząc na Sakurę z rozbawieniem. Uniosła wysoko głowę, spoglądając w jego czarne oczy, które zdawały się nie mieć dna. W oczach, których się zakochała... Nosz kurde, życie jest beznadziejne. 
 - Oddaj. - powiedziała póki co spokojnie.
 - Nie.
 - Jak to nie? Przecież to mój ręcznik, więc masz mi go... - poczuła, jak Uchiha, chwyta ja za nadgarstek, następnie przyciąga do torsu. 
 - Idiotko, mogłabyś na chwilę się zamknąć? - spytał miękko, nachylając się przy jej uchu. 
Serce Haruno zaczęło bić szybciej niż dotychczas, patrzyła, jak Itachi nachyla się w jej stronę... Nie miała czasu myśleć.. pocałował ją! Było to uczucie głęboko rozkoszne, takie jakiego nigdy nie miała szansy doświadczyć. Ale... ta chwila minęła. Ciemnooki zaczął ja całować coraz bardziej natarczywie, a jego ręce wędrowały tam gdzie nie powinny. Z całej siły walnęła go pięścią w jego umięśniony tors. Poskutkowało. Ze łzami w oczach odsunęła się od niego, następnie odwracając się się na pięcie, pobiegła do szatni. Nie szedł za nią...

***

   Następnego dnia nie przyszedł do pracy. Tak samo, jak każdego innego...

***

   W końcu nadszedł dzień zawodów. Sakura wraz ze swoją drużyną z samego rana stawiła się na miejscu. Nerwy zżerały ją od środka, gdyby tylko... Itachi... Tamtego dnia opacznie zrozumiała wiele rzeczy, a co gorsza odtrąciła go. Widok jego oczu, gdy odsunęła się od niego przerażona... To tak, jakby wsadziła mu sztylet w plecy, a dodatkowo przejechała czołgiem, kłamiąc, że wszystko będzie dobrze. Zależało mu na niej, dla tego właśnie tak ją torturował. Chciał, aby wygrała. Kochał, przez co wymagał więcej. Co więcej w tamtym momencie.... pękł... Nie dał rady dłużej utrzymywać swoich uczuć w ryzach, pożądanie go pochłonęło. Ach, jaka była głupia! Ale cóż zrobić? Kobiety z Wenus, faceci z Marsa. Jednemu trudniej zrozumieć drugie. 
   Ustała na swoim miejscu, zaraz będą zaczynać. Poprawiła czepek i już miała założyć gogle, gdy w oddali mignęła znana jej sylwetka. Musiała zaryzykować, pobiegła...
   Biegła na oślep, wiodła się instynktem. Teraz albo nigdy. Miała zamiar skręcić w kolejny korytarz, gdy usłyszała znajomy głos.
 - Saki... dlaczego to zrobiłaś? 
Zatrzymała się. Zamknęła powieki, rokoszując się jego zapachem. Nie musiała się odwracać, aby wiedzieć kto za nią stoi.
 - Musiałam... Musiałam cię znów zobaczyć.
 - Mimo tego co stało się miesiąc temu? - spytał, bawiąc się pasemkiem jej włosów.
 - Powiadają, że kobieta zmienną jest. - odparła lekko
 - Hm... Zobaczyłaś. I co dalej? 
Nie miała niczego do stracenia. Odwróciła się, następnie złożyła na ustach chłopaka miękki pocałunek. Nie trzeba było długo czekać, aby go odwzajemnił. Kiedy wreszcie oderwali się od siebie, ich oddechy były przyśpieszone oraz urwane. 
 - Dla mnie i tak wygrałaś. - powiedział, przyciągając ją znowu do siebie...

...Jednakże kto tak naprawdę wygrał wtedy te zawody, nie mam zielonego pojęcia...

***
Ohayou Gozaimasu/Konnichiwa/Konbanwa :* (nie potrzebne skreślić)
No więc... Opowiadanie było pisane w różnych okresach czasowych, więc jeżeli są jakieś nieścisłości to... Gomen (Taaa... nie ma to, jak szastać japońskim na prawo i lewo, ale... ten język jest świetny *.*)
Szczerze mówiąc to te opko mogłoby sobie leżeć sobie w bloggerze przez kolejne 6 miesięcy (Ups! Nawet nw czy jeszcze o nim pamiętasz... A właśnie to zamówienie dla Aniki chan! Takie tam gapiostwo ;_:), gdyby nie naglę wczoraj, coś mnie nie zmusiło do pisania. Tak po prostu sobie siedzę, oglądam zwiastun mojego bloga ItaSaku i tu nagle taki impuls "Wyłącz to! Pisz! Nw co, ale pisz!" xd
No... rozgadałam się trochę :P No, więc mam nadzieję, że podobało się choć trochę, bo mi w sumie nie bardzo :/
A co do nowego rozdziału to nw kiedy się pojawi, bo Ak ma problemy z internetem czy cuś ;-;
Pozdro :*

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 10

   Była 2 w nocy, kiedy dziewczyna wracała z imprezy do domu. Gęsta mgła oraz nietrzeźwy umysł sprytnie jej to utrudniały. Wiatr nie ustanie bawił się jej włosami. Ulice były puste, a jej obcasy powodowały okropne dźwięki. Zadrżała, czując czyjeś spojrzenie na plecach. Dopadł ją strach, mimo to zatrzymała się. Cisza. Jednak w pewnym momencie podskoczyła do góry, słysząc szum drzew. Ten moment zmotywował ją do dalszej drogi. Było upiornie. Po parunastu krokach natrafiła czubkiem buta na szczątki butelki po piwie. Zresztą znajdowała się ich tutaj cała masa. Nie cierpiała tej dzielnicy. Mieszkali tutaj przeróżni menele oraz kilku podejrzanych typków. Jednakże była to najszybsza droga do jej domu i nic jeszcze nigdy się jej nie stało. Gdyby tylko jej chłopak z nią był... niestety, pokłócili się.
   Szła coraz szybciej, czując się, jakby ktoś próbował wywiercić jej dziurę na plecach. O mamuniu, jak bardzo pragnęła być teraz w domu. 
   Rozszerzyła przerażona oczy, czując, jak ktoś pociąga ją za rękę w stronę szczeliny między blokami. Chciała krzyknąć, lecz on był szybszy, uderzając dziewczynę w twarz. Policzek piekł niemiłosiernie, a z rozciętej wargi, pociekła krew. Poczuła, jak jej drobne ciało z gruchotem uderza o ścianę. Sprawca złapał ją mocno za włosy, unosząc twarz nastolatki wysoko w górę. Następnie nachylił się do jej ucha, powodując, że przez odór wydobywający się przez jego jamę ustną, dziewczynie zebrało się na wymioty. 
 - Gdzie TO jest? - warknął
 - Nie rozumiem... - szepnęła przerażona, nie mogąc opanować drżenia jej ciała.
 - Nie każ mi się powtarzać, do cholery! Zadałem ci BARDZO proste pytanie. - powiedział, ciągnąc ją mocniej za włosy.
 - Ja naprawdę... nie wiem... o... czym ty... mówisz. - wyjąkała
 - Pytałem się, gdzie TO jest, suko! - krzyknął, rzucając nią, jak szmacianą lalką.
Chciała wstać, lecz nie mogła. Splunęła krwią, a gdy chciała odgarnąć sobie włosy z twarzy, zdała sobie sprawę, że nie może ruszyć prawą ręką. Była złamana. Przerażona coraz bardziej się trzęsła, w końcu kto wie, co ten świr jeszcze jej zrobi?
   Facet zmrużył oczy, przyglądając się uważniej swojej ofierze. Żeś, kurwa! To nie ona... Jednakże, jeżeli się coś zaczęło, to i trzeba to skończyć.
   Prawdopodobnie, gdyby nie ciągnął ją za włosy, nie byłaby wstanie utrzymywać głowy w górze. Spoglądając w jego oczy, zastanawiała się jakim to potworem trzeba być, aby tak traktować ludzi. Zwierze, a nie człowiek. Zacisnęła mocniej zęby, czując dotyk jego szorstkich palców na swojej rozciętej wardze. Po chwili uniósł kciuk na którym była jej krew. Uśmiechnął się zabójczo, spoglądając jej w oczy, następnie zlizał wręcz z rozkoszą jej krew.
 - Pora pójść spać, kotku. - szepnął, po chwili rozległ się strzał.
Ból nastąpił z sekundowym opóźnieniem, jednak to co poczuła było wręcz koszmarem. Czuła się tak, jakby ktoś rozrywał jej wnętrzności, jakby palił się tam żywy ogień. Mężczyzna puścił jej włosy, powodując, że jej głowa upadła, jak szmaciana lalka na ziemie. Zrobiło się jej zimno, a powieki zaczęły opadać. Ostatnie co widziała, były oddalające się nogi  mordercy. Niech gnije w piekle, choćby nie wiedziała co!

 - Ak, wstawaj! No już, wstawaj! - krzyczała Michi o BARDZO wczesnej porze, stojąc nad łóżkiem zaspanej siostry.
 - Jeszcze 5 minut. - wymamrotała sennie przez poduszkę.
 - Nie! Zamierzam cię porwać dziś w pewne miejsce, ale musimy tam pójść z samego rana, bo nie będzie zabawy. - powiedziała blondynka, uśmiechając się na samą myśl o tym.
 - Co ty planujesz? - spytała podejrzliwie, próbując rozbudzić zaspane mięśnie.
Zielonooka nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ ni stąd ni zowąd zadzwonił jej telefon. Energicznym ruchem wzięła go do ręki, następnie zaszyła się w kuchni.
Akari w tym czasie zaczęła poszukiwania kontaktów, a trzeba wiedzieć, że to łatwe zadanie nie było! Po kilku minutach wróciła Michi z niezadowoloną miną.
 - Muszę iść. Przepraszam. - to mówiąc, chwyciła kurtkę i wyszła z domu.
Brunetka wzruszyła tylko ramionami, następnie wróciła do łóżka.

   Dotarła na miejsce najszybciej, jak się dało. Itachi nie był zbytnio rozmowny co do całego zajścia, dlatego oczekiwała najgorszego. No, bo różowo na pewno nie było, skoro wzywają ją z samego rana! W końcu każdy wie, że ona lubi sobie pospać i lepiej jej nie przeszkadzać... Oczywiście, dzisiaj to wyjątek z którego i tak nic nie wyszło. Beznadzieja.
   Wysiadła z auta, widząc przed sobą żółtą taśmę i jej znajomych. Ruszyła w stronę Itachiego, który stał bez wyrazu na twarzy, wpatrując się ciągle w jeden punkt. Podała mu kubek z kawą, następnie podążyła za jego wzrokiem. Skrzywiła się zniesmaczona tą scena, jednakże nie odwróciła wzorku.
 - Co wiemy? - spytała upijając łyk kawy.
 - Morderstwo około po 2 w nocy. Nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał.
 - A ofiara?
 - Karin Uzumaki, dziewczyna mojego brata. - odparł, jakby niezadowolony z tego?
 - Nie lubiłeś jej prawda? - spytała, przyglądając mu się podejrzliwie.
 - Ta... strasznie wkurzająca. Wczoraj dosłownie skakałem, jak dziecko, gdy dowiedziałem się, że się pokłócili. - odparł, masując sobie skroń.
 - Hm... czyli ciebie też mam wpisać do kręgu podejrzanych?
 - Michi! - krzyknął urażony
 - Tak się nazywam. - odparła słodko
 - Ech... A właśnie, rozmawiałaś z siostrą na wiesz, jaki temat? - spytał, sprytnie zmieniając temat.
 - Nie. Planowałam to zrobić dzisiaj, ale coś nie wyszło.
 - Cykor.
 - Nie prawda! - krzyknęła, oburzona tą sugestią.
 - A właśnie, że tak!
 - Nie!
 - Tak!
 - Idiota.
 - Czyli się przyznajesz?
 - Nie.
 - Jak z dzieckiem. - powiedział, śmiejąc się przy tym głośno.
 - A weź się odczep. - powiedziała obrażona, następnie podeszła do analityka.
W końcu to nie czas na żarty. Zginął kolejny człowiek...
***
Bardzo przepraszam za jakość, długość i ogólnie za cały ten rozdział :( Ostatnio jeżeli chodzi o pisanie u mnie to jest naprawdę kiepsko. Choćbym nie wiem, jak się starała to nic z tego dobrego nie wychodzi :/ Gomen...
Autor: Akari
Data: Uzupełni Ak :D

środa, 26 marca 2014

Rozdział 9

Adwokatka siedziała pod swoją kołdrą. Latarkę trzymała w zębach a jej oczy bacznie obserwowały linijki pisma jej… matki. Nie mogła w to uwierzyć. „ Bardzo interesujące…. Ale dlaczego ON tu zostawił ten notes? Przecież chodziło mu tylko o akta…” Jej rozmyślania przerwał dźwięk budzika. Wkurzona wyłączyła upierdliwe urządzenie. Od zajścia z włamaniem jak i „wypadkiem” Michi minęły trzy tygodnie. Dalej nie odnaleziono sprawcy, a sprawa w sądzie dalej trwała. Brunetka schowała notes do torby i udała się do łazienki. Miała jeszcze godzinę, nim nie będzie autobus. Samochód pożyczyła Michi, więc szuka nowego samochodu, takiego który nie rozwali się gdy Michi zasiądzie zza kierownicą. A niby to ona jest tą niezdarą. Czuła jak gorąca woda uspokaja jej napięte mięśnie, koiła nerwy i pomagała zebrać myśli. Głowiła się nad sprawą notesu matki, który znalazła. Policja przecież je osobiście poinformowała iż nic nie zostało po ich rodzicach. Uwierzyła im! A to było jedno wielkie kłamstwo! Uderzyła wściekła pięścią o kafelki. Stara się zawsze chronić siostrę, tak było zawsze. Ale przez to iż jest pochłonięta tymi zagadkami sama już nic nie wie. Dla niej czas ucieka do przodu. Michi siedzi na komendzie, a jej bron kręci się po biurku. Cholernie się nudziła, a nie wiedziała co ze sobą zrobić. Ten, który chciał śmierci blondynki dalej był na wolności, tak samo jak ten, który chciał śmierci jej siostry. Musi coś zrobić. Do tego niebawem urodziny Akari. Przyłożyła palce do brody i myślała co by tu siostrze zrobić. Akari sama nie cierpiała dnia swoich urodzin, a blondynka nie wiedziała czemu. Gdy się jej pytała, ta odbiegała od tematu. Usłyszała pukanie a po chwili ujrzała twarz Uchihy. Od tamtego wypadku ich relacje nieco się polepszyły. Trzymał w dłoniach dwa kubki z kawą oraz reklamówkę z pączkami. Zamknął za sobą drzwi i usiadł naprzeciwko Urokiri.
- Coś cię trapi. Masz to wypisane na twarzy.- powiedział podając ci kubek z parującą cieczą. Upiła łyk i nie spuszczała wzroku z piany.
- Cóż…. Niebawem Akari ma urodziny i nie wiem co jej zrobić. Bo jeśli zabiorę ją do baru, ta nie będzie nic pić, tylko mnie pilnować, albo jeśli umówię ją na randkę w ciemno , będzie robiła jakieś papiery z pracy.- załamana odłożyła kawę na biurko a sama oparła się o fotel.
- A nie pomyślałaś o tym, aby zabrać ją gdzieś, gdzie będą miłe wspomnienia?
- Wiesz to całkiem niezły pomysł, tylko że muszę znaleźć dla niej faceta! Pomożesz mi?- popatrzyłaś na niego słodkimi oczkami. I nie umiał ci odmówić. Czyli jeden problem z głowy, zostały jeszcze 999 innych problemów tego dnia….
  Akari siedziała w swoim gabinecie i czytała wiadomość od Ayumi. Kolejne problemy z córką. Odpisała jej, że jak tylko skończy obecną sprawę to jej pomoże. Schowała telefon do kieszeni marynarki i sięgnęła po notes matki oraz ołówek. Stukała nim o brodę myśląc nad postawioną na jednej stronie zagadką. Nikły uśmiech malował się na jej wargach. W dzieciństwie często się tak z nią bawiła. Starała przypomnieć wszystkie zagadki, jakie rozwiązywała, jednak na marne. Usłyszała pukanie do drzwi, schowała notes do torebki i poszła otworzyć. Za drzwiami stał jej szef, wpuściła go do środka i zamknęła drzwi. Nie wiedziała co go do niej sprowadza.
- Pracujesz już u nas niespełna pół roku. Chciałbym sprawdzić jak wygląda twój jeden dzień w pracy. Nie martw się, każdy z pracowników przechodził taki test.
- No dobrze…- poprawiła kosmyk włosów i od razu się zaczerwieniła. No akurat czemu przy nim zawsze musi ukazywać ten swój pieprzony tik?! Na jego ustach pokazał się nikły uśmiech, który kobieta dostrzegła. Jednak nie mogła zaprzątać sobie tym głowy. Zajęła swoje miejsce, a Nagato usiadł naprzeciwko niej. Teraz to naprawdę się stresowała. Modliła się aby nikt do niej nie zadzwonił. Jednakże jak widać Bóg jej nie lubi. Dzwoniła Michi. Musiała odebrać.
- Tak?
- Ak siostro kochana, mogę ci powiedzieć iż znaleźliśmy twoje dokumenty….- urwała.
- Serio? To cudownie! Tylko powiedz mi szybko tę złą stronę tej wiadomości, nim czegoś nie zrobię.
- No dobra! Jejciu, kobieto straszna jesteś. A chodzi o to iż te dokumenty zostały spalone. Oczywiście analitycy starają się je jakoś posklejać, ale wątpię iż im się uda…
- No dobra. To wszystko? Jeśli tak to wracam do pracy.
- Tak, tak. Pracoholiczka.- mruknęła nim się nie rozłączyła.
- Przepraszam. Siostra poinformowała mnie o odnalezieniu skradzionych dokumentów, jednak ich stan nie jest idealny. Cóż zostały spalone więc nie mam za dużo materiałów do obecnej sprawy.- powiedziała z niezadowoloną miną. Ten jedynie kiwnął głową i powrócił do oglądania pomieszczenia. „ No naprawdę co jest tak interesującego w oglądaniu gabinetu?!”. Wyjęłaś zastępczą teczkę, chwyciłaś za ołówek i zaczęłaś coś bazgrolić na kartkach. Robiłaś cokolwiek byleby na niego nie patrzeć. Nagato podniósł się ze swojego siedzenia , by po chwili być za twoimi plecami i spojrzeć na to co robisz. Cała czerwienisz się na twarzy, jedna nie przestajesz pracować. Nie możesz po prostu, bo jeśli byś przerwała spojrzałabyś na niego. Dokończyłaś „pisać” i odważyłaś się spojrzeć na niego. Stykaliście się nosami, przez co twoja twarz przybrała mocniejszy odcień czerwieni. Fioletooki poprawił delikatnie kosmyk twoich włosów, a twoje serce zabiło mocniej.( nie mogłam się powstrzymać – dop. Akari)
- Czy coś robisz w ten weekend?- spytał dalej nie odsuwając się od ciebie. Jego oczy hipnotyzowały cię, jego oddech kusił. Chciałaś wiedzieć, co kryje się za tym zachowaniem mężczyzny, jednak nie umiałaś myśleć racjonalnie , kiedy był tak blisko. Przełknęła ślinę i pokręciła głową na nie. Uśmiechnął się tajemniczo, co cię pociągało.
- W takim razie zabiorę cię gdzieś w piątek po pracy…- cmoknął cię w policzek i wyszedł, zostawiając cię w szoku. To nie powinno się stać. Nie powinnaś do tego dopuścić!


    Piątek nastąpił bardzo szybko. Akari nie chciała iść do pracy. No kurde ludzie, ona się po prostu boi! Dawno nie miała kontaktu z mężczyznami, chyba ostatni miała na studiach, jeśli chodzi o randki. A Michi o tym nie powie! Jeszcze jej życie miłe.
- Akari wstawaj!
- Nie chcę.- mruknęłaś a blondynka pojawiła się na tobie.
- Wstawaj albo będę tak po tobie skakać.
- A se skacz. I tak me życie nie ma sensu….
- Dobra co jest…. Ach! Zakochałaś się! To dlatego odmawiasz wyjścia gdzieś dziś po pracy! Jestem taka szczęśliwa!- krzyknęła wychodząc. Szatynka szukała swoich szkieł kontaktowych. Z rana była kompletnie ślepa.
- Michi! Gdzie są moje kontakty?
- Ach zapomniałam ci powiedzieć iż, się skończyły. Jutro ci kupię. Ale dziś musisz iść w okularkach.
-  Nie dobijaj człowieka….- westchnęła otwierając szufladę i wyjmując okulary… Godzina dziewiętnasta. Koniec pracy Akari i początek „spotkania” z szefem. Bała się a kto by się nie bał?! No oczywiście Michi by zaprzeczyła iż się nie boi a tak naprawdę to by ze strachu z pistoletem latała po mieście. I na co by to było? Usłyszałaś pukanie do drzwi. Podeszłaś je otworzyć, kiedy miałaś dotknąć klamki osoba stojąca zza nimi sama je sobie otworzyła.
- Gotowa?
- Jak widać.- powiedziała i oboje opuścili gabinet. Michi oczywiście nie mogła usiedzieć na miejscu. Siostra nie powiedziała z kim idzie na randkę, a co jeśli idzie z mordercą?! Dlatego właśnie wraz z Itachim ją śledzi.... I jakiego doznała szoku widząc ją ze swoim szefem! Najpierw byli na kolacji, potem w kinie a na koniec w parku , w którym ich zgubili...
- Nie wiedziałem iż nosisz okulary.
- A ja nie wiedziałam iż weszliśmy na ty.- mężczyzna zaśmiał się patrząc w niebo.
- Czyli mam się do ciebie wracać formalnie?
- Nie!- i znów się zaśmiał, tym razem dołączyłaś do niego. Na prawdę nie powinnaś się tak obawiać spotkania z facetem, nawet jeśli to twój szef to nie ma znaczenia. Dobrze się czujesz w jego towarzystwie i to ci wystarcza...


***
Tak wiem notka krótka, jednak mój czas był zabrany przez pieprzoną szkołę :/ Durne prace klasowe! Jak można coś takiego człowiekowi zrobić no?! Ale tak notkę chciałam dodać dziś ponieważ jak zapewne wie Zbuntowana mam urodziny... Tiaaa kolejny rok marnego istnienia. Ale to nie ważne. Powiedzcie jak wam idzie w nauce i jakieś plany na zbliżające się święta wielkanocne?
Data następnej notki: 20 kwietnia
Autor: Zbuntowana